21
Sty
10

Ostateczne podsumowanie

Ostateczna Rozgrywka za nami. Od zakończenia finałów kolejnego sezonu Heyah Logitech Cybersport minął ponad tydzień. Czytając komentarze i podsumowania na różnych serwisach, można spotkać się z różnymi opiniami na temat turnieju. Nie byłbym sobą, gdybym nie wtrącił swoich trzech groszy do ogólnoscenowej dyskusji.

Świetna organizacja, wyciągnięte wnioski z błędów popełnionych przy prowadzeniu poprzednich edycji, ciekawa formuła ligi, spora jak na polskie warunki pula nagród, tłumy ludzi podczas dwóch dni turnieju, rywalizacja najlepszych polskich cyberatletów. Tak, to było święto polskiego e-sportu, na które wszyscy czekaliśmy.


O tym, że organizacja imprezy będzie stała na wysokim poziomie, redakcja PGS Gaming mogła przekonać się już w piątek. Wczesnym popołudniem dotarliśmy do BlueCity, między innymi po to, aby przygotować sobie stanowiska prasowe do pracy następnego dnia. Równocześnie dopracowywaliśmy stoisko PGS Gaming. W tym czasie na sali krzątało się co najmniej kilkadziesiąt osób, dopinając wszystko na ostatni guzik. O poważnym podejściu ekipy HLC może świadczyć fakt, że większość z nich zjechała się do Warszawy już na początku tygodnia. Sala, na której miała toczyć się rywalizacja, robiła spore wrażenia. To już nie były piwnice BlueCity, gdzie cisnęliśmy się wszyscy podczas WCG. Przeciętny widz wchodząc na halę, praktycznie od razu trafiał do strefy Fun Zone. Za nią znajdowała się scena – tu chciałoby się powiedzieć „wreszcie!” Tym bardziej, że została wykorzystana do prezentacji choćby gier finałowych, a nie kolportowania smyczy i innych niezmiernie potrzebnych gadżetów (sorry Rafał;-) ). Na lewo od sceny znajdowała się strefa Pro (oddzielone barierkami miejsce zmagań największych gwiazd).


Widać było, że organizatorzy czerpali pomysły z dużych zagranicznych imprez. Nie na darmo Krzysiek Pikiewicz i Janusz Kubski odwiedzili pod koniec wakacji Games Convention. Nie powielano również błędów organizatorów innych polskich imprez. Strefa dla graczy była duża i przestronna, nikt nie czuł się tam jak sardynki w puszce. Wszyscy pamiętamy wrześniowe WCG (dla przypomnienia również w BlueCity), gdzie powietrze w strefie dla graczy można było kroić nożem. Miejsce tam było źle rozplanowane. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Choćby problemy zdrowotne kubena, gdy wokół graczy PGS zgromadziła się spora rzesza fanów. HLC zadbało o to, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Kibice mogli oglądać gry swoich idoli na telebimach ustawionych obok sceny. Nie były to wprawdzie ekrany wielkości tych, które widzieliśmy na francuskim finale ESWC, ale swoje zadanie wypełniały bardzo dobrze. Jedynym mankamentem było to, że organizatorzy nie pomyśleli o oddzieleniu stanowisk rywalizujących ze sobą drużyn. Problem został rozwiązany przez ustawienie między stołami sporych reklam HLC. Drobny niesmak jednak pozostał.

Warto również wspomnieć o przygotowaniu technicznym. Na Ostatecznej Rozgrywce było ponad 250 komputerów. Złośliwość rzeczy martwych lubi o sobie przypominać w najmniej odpowiednich momentach. Czasami gracze również jej pomagają – Loord zabity przez rulona, z furią w oczach potraktował prawym prostym biurko, przy którym siedział. Efekt – bluescreen na monitorze. Organizatorzy byli przygotowani na takie sytuacje. Na hali czuwał zespół techników, było kilka rezerwowych komputerów gotowych do natychmiastowego podpięcia w miejsce zepsutych.


Stworzenie strefy Fun było chyba najlepszym posunięciem ekipy HLC. Kiedy drugiego dnia rozmawiałem z vibem, spalając przy okazji kolejna paczkę papierosów, Maciek przyznał, że nie spodziewali się takiej ilości ludzi. Sam turniej CS’a organizowany przez JolKKa (sorry stary, nie mam pojęcia jak to odmienić – dobrze odmieniłeś, korekta) wywołał zainteresowanie, które przerosło oczekiwania wszystkich. Przecież można było zagrać w ponad 20 innych gier. Oblegane było stoisko z demem najnowszego dziecka EA – Need For Speed: ProStreet. Sporo ludzi kręciło się na stoiskach z FIFĄ, gdzie swój turniej prowadziła dywizja naszego zespołu. Można by wymieniać tak jeszcze długo. Zaproszenie do współpracy serwisów i stron skupiających sceny różnych gier okazało się strzałem w dziesiątkę. Tym bardziej, że sama społeczność graczy również nie zawiodła organizatorów.

Trzecim ważnym punktem imprezy była wspomniana już scena. Na pierwszy rzut oka przypominała miniminiminiminiaturkę sceny, którą postawili organizatorzy światowych finałów ESWC. Mieliśmy więc po bokach dwa telebimy, na których można było oglądać zmagania graczy oraz plazmy ustawione przed każdym z komputerów. Była i widownia, też mini, ale mimo tej mikroskali, całość robiła spore wrażenie. Nie mogę jednak pozbyć się uczucia, że można to było zrobić lepiej. O tym jednak później. Niekwestionowanymi gwiazdami sceny byli… nie, nie gracze! Prawdziwe show, którego ponoć miało nie być, zafundował nam tandem Cycu – Carmac. Dla mnie – genialne posunięcie organizatorów. Obaj byli w swoim żywiole, obaj potrafili rozkręcić niemrawą publiczność, obaj znają się na rzeczy i to było widać. Podnoszenie gry zębami, stawanie na rękach oraz owiane już legendą krówki przez które pewien młody fan sportów elektronicznych stracił dwa zęby – to wszystko zasługa Michała i Adriana. Życzyłbym sobie, żeby ta dwójka prowadziła każdą imprezę w Polsce – nadają się do tego jak nikt inny.

Nie wszystko jednak na Ostatecznej Rozgrywce było idealne. Organizatorzy nie uniknęli drobnych błędów – lekcja na przyszły rok. Przede wszystkim błędnym było przeznaczenie tylko niedzieli na mecze profesjonalistów. Doszło przez to do paru absurdalnych sytuacji. Teoretycznie najbardziej prestiżowy, najbardziej oczekiwany i najbardziej widowiskowy finał został rozegrany w niedzielę, jako ostatni. Efekt? Zmagania graczy PGSPokerStrategy.com z Frag Executors oglądała w sumie garstka ludzi. Zaryzykuję stwierdzenie, że większość z nich to byli ludzie którzy na Ostatecznej Rozgrywce mieli coś do roboty – obsługa, media, gracze. Prawdziwych kibiców było tam raczej jak na lekarstwo. A szkoda. Nie wiem jaką formułę ligi planuje HLC w przyszłym roku, ale myślę, że warto pomyśleć nad rozłożeniem gier profesjonalistów na dwa dni.

Przeciętna osoba, która jakimś cudem zapędziła się na trzecie piętro BlueCity, mogła mieć na początku spore problemy z tym, aby zorientować się co właściwie się dzieje. Wchodząc, można było natknąć się na dwie duże plazmy, na których jednak częściej były wyświetlane mecze CS’a niż użytecznie informacje dla osób, które poważne granie chciały oglądać pierwszy raz w życiu. Prosiło się, żeby postawić tam sporą tablicę informacyjna lub na plazmy rzucać aktualne wyniki, harmonogramy spotkań, informacje o tym, jakie konkursy i kiedy będą się odbywały na scenie… Postronna osoba mogła początkowo czuć się zdezorientowana.

Wreszcie – scena. Rewelacyjnie, że była, rewelacyjnie, że działy się na niej fajne rzeczy, ale samo jej umiejscowienie wołało o pomstę do nieba. Najodleglejszy kąt sali, ciemno jak diabli. Taki bajer powinien być w samym centrum hali – tak, żeby skupiał jak największą uwagę nie tylko mediów czy graczy, ale znowu – przede wszystkim osób, które zachęcone bannerami rozwieszonymi po całym BlueCity, skusiły się na odwiedziny Murator Expo.

W mojej krótkiej karierze redaktorskiej odwiedziłem parę imprez w Polsce. Myślę, że dzięki temu mogę uważać, że mam jako takie porównanie. Ostateczna Rozgrywka w moich oczach wypadła bardzo dobrze. Zapowiedzi były mocne, organizatorzy wysoko postawili sobie poprzeczkę. I mimo tego, że skacząc, otarli się o nią, wylądowali z dużym sukcesem.

Reklamy

0 Responses to “Ostateczne podsumowanie”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: