21
Sty
10

Legendy PGS – Marek ‚miRRi’ Radecki

Marek ‚miRRi’ Radecki, przez kilka miesięcy był wiodącą postacią drużyny Team Pentagram. Stanowił ważne ogniwo zespołu w okresie pierwszych sukcesów. Jak i dzięki komu trafił do drużyny, który turniej był dla niego najważniejszy, czy po odejściu planował powrót do aktywnej gry. Na te i wiele innych pytań odpowie Wam pierwszy artykuł z serii Legendy PGS.

Z Markiem spotykamy się w jednym z pubów w okolicy centrum Krakowa, niedaleko Akademii Górniczo-Hutniczej. Już pierwsze minuty naszej rozmowy potwierdzają to, co przez wywiadem powiedzieli mi o nim inni gracze, z którymi rozmawiałem. Mirri jest sympatyczny i otwarty, z pewną dozą sentymentu i rozbawienia wspomina sytuacje z pierwszych treningów w drużynie, kiedy ryan przygotowywał i omawiał z ówczesnym Team Pentagram taktyki, a gracze robili wszystko by nie słuchać. Wyjątkiem był Neo, który później referował zagrania reszcie drużyny. Takich opowieści w przeciągu następnych kilkudziesięciu minut usłyszę jeszcze sporo.

Podczas pierwszych minut rozmowy, okazuje się, trochę ku mojemu zaskoczeniu, że Marek pewien czas temu zupełnie odciął się od wydarzeń z esportowego świata. To ode mnie dowiaduje się, że w D-Link PGS ponownie  zagościła drużyna Counter Strike 1.6, jednak nicki graczy są mu raczej nieznane. Z zaskoczeniem przyjmuje też informacje, że w PGS nie ma już ryana.

Początki

Przygoda Marka z grami sieciowymi zaczęła się zupełnie przypadkiem. Jak sam mówi, wcześniej był normalnym nastolatkiem, lubiącym grać w piłkę w parku. Do internetowej kafejki, od której zaczęła się jego przygoda z internetową rywalizacją trafił przypadkiem, namówiony przez Piotra Stańko – pitrka, również jednego z byłych zawodników Team Pentagram. Prywatnie Marek i Piotrek są przyjaciółmi od lat, ich losy w drużynie przeplatały się jednak i nigdy nie mieli okazji zagrać razem w barwach PGS.

Pewnego dnia pitrek wymyślił, żeby iść do internetowej kafejki i pograć w Half Life na lanie. Spodobało nam się to i wkrótce zaczęliśmy chodzić tam całą paczką. Nie graliśmy tylko w HL, jakiś czas spędziliśmy również przy Quake 3 – wspomina Marek.  Counter Strike odkrył przypadkiem. Okres fascynacji kafejkami powoli mijał, gdy do Polski przyjechał z Francji kuzyn Marka. Wspólnie odwiedzili jeden z krakowskich klubów internetowych, tym razem by zagrać w … Age of Empires. – Kuzyn zobaczył, że ktoś na stanowisku obok gra w jakaś inną grę i też chciał spróbować. Razem z pitrkiem myśleliśmy, że to na pewno coś bardzo marnego, ale również zagraliśmy. Skończyło się tak, że przez pół wakacji chodziliśmy codziennie grać w Counter Strike – tak o samym początku z grą mówi Mirri.

Początki gry przyszłego reprezentanta Polski to głównie zabawa na serwerach FFA. Mimo to, Mirri grał coraz więcej, jak sam mówi: – Grałem FFA i sprawiało mi to wiele przyjemności. Byłem w tym dobry, a wiadomo, że grasz w to, w czym dobrze ci idzie. W tamtych czasach posiadanie Internetu w domu nie było standardem, stąd tak duża popularność internetowych kafejek. Do pierwszego klanu Marek dostał się w sumie przypadkiem i dzięki wydatnej pomocy pitrka, który już wcześniej miał możliwość grywania z domu. Z jedną z pierwszych oficjalnych gier w barwach rozkmini, znanego  wtedy krakowskiego klanu, wiąże się zabawna historia. Mirri w meczu zastąpił pitrka, który akurat zagrać nie mógł. Było to jedno z pierwszych oficjalnych spotkań dla Marka, skończył je ze statystykami 0-12. Dziś tamten mecz wspomina z rozbawieniem: – Wcześniej grałem tylko FFA i normalny mecz był dla mnie zupełnie czymś innym. Byłem strasznie zestresowany.

Zespołem, w którym kształtował się talent przyszłego zawodnika Team Pentagram była formacja FragWorks. Również do niej Mirri dostał się dzięki pitrkowi, który jakiś czas wcześniej na jednym z turniejów poznał Saviolę. – Było to dość dziwne wydarzenie. Osoba praktycznie nieznana, wcześniej grająca raczej na fejkach dołączyła do całkiem niezłego zespołu. Uczyłem się z nimi grać i z biegiem czasu było coraz lepiej– mówi Marek. Historia powtórzyła się, gdy miRRi dołączał do zespołu w którym zaistniał nie tylko na Polskiej ale i zagranicznej scenie – SpecSteru. Ponownie pomógł pitrek, jednak największym problemem było przekonanie jednego z ówczesnych graczy drużyny 2S , Filipa ‘Neo’ Kubskiego: – Neo nie chciał mnie w składzie, nie znał mnie w ogóle, uważał, że czituje i jestem jakimś fejkiem. Ostatecznie Marek znalazł się w składzie jednego z dwóch najlepszych klanów w Polsce, a krótko po tym wziął udział w pierwszym światowej rangi turnieju – razem z drużyną wyjechał na World Cyber Games 2003 do Korei.

SpecSter, w składzie z RedruMem, RR’em, Neo, Mirrim oraz pitrkiem Korei nie zwojował, odpadając już po pierwszej rundzie grupowej. Polacy odnieśli dwa zwycięstwa i zanotowali dwie porażki, miedzy innymi z świetną wówczas duńską drużyną team9. Mirri wspomina, że po ledwo wygranym meczu z bułgarskim cNc chciało im się prawie płakać – Oni grali strasznie śmiesznie, a my byliśmy niesamowicie źli. W Specsterze zawsze chcieliśmy grać jak gracze z najlepszych klanów. Wiesz, powoli, spokojnie, jak Heaton na sensitivity 1.2, powolne perfekcyjne ruchy. A ci goście biegali jak szaleni po całej mapie.

Czas gry w Specsterze to również okres, w którym Mirri bardzo dużo trenował razem z drużyna. Była to dla niego nowość, bo w poprzednich zespołach treningi odbywały się raczej okazjonalnie. Marek twierdzi, że gracze 2S potrafili grać cały czas, a z perspektywy czasu było to „śmiesznie mało w porównaniu do późniejszego Pentagramu”. Głównym celem 2S było bycie najlepszym w Polsce, w odwiecznej rywalizacji z Arystocracy. – Oczywiście nikt tego nigdy oficjalnie nie przyznał, ale właśnie o to chodziło – mówi dziś Marek.

Kariera Mirriego w 2S skończyła się dla niego w sposób nieprzyjemny i dość zaskakujący. Marek nie został wybrany do składu, który powstał po fuzji z Arcy. Dodatkowo o całej sytuacji dowiedział się przypadkiem, wchodząc na stronę swojego zespołu i czytając informacje o nowym składzie, w którym zabrakło dla niego miejsca. – Pierwsza rzecz jaką zrobiłem to rowerowa wycieczka do pitrka, który jeszcze wtedy nie mieszkał obok mnie. – Piotrek zaczął mnie uspokajać, że taka jest kolej rzeczy i tak musi być. Podejrzewam, że wywali mnie wtedy, dlatego, że zawsze miałem sporo do powiedzenia, o wszystko się czepiałem, chciałem żeby wszystko było lepiej. Z perspektywy czasu myślę, że było to upierdliwe pieprzenie gówniarza.

W pierwszych tygodniach po rozstaniu z drużyna Mirri nie za bardzo wiedział jak organizować sobie czas. Wcześniejsze miesiące upływały na treningach z zespołem. Czasem odwiedzał pitrka, śledząc spotkania byłych kolegów.

Team Pentagram

Marek spędzał wakacje u kuzyna we Francji. Tego samego, dzięki któremu zaczął przygodę z Counter Strikiem. Pentagram przeżywał wtedy pierwsze problemy, z zespołem żegnał się pitrek, który znudzony ciągłą grą zaczął szukać innych rozrywek. Marek nie pamięta czy odezwał się do niego Wiktor czy Filip. Pamięta za to, że przez kilka dni zastanawiał się nad propozycją dołączenia do zespołu, z którym pożegnał się w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Kolejny raz dużą rolę odegrał jego kuzyn, który namawiał go do powrotu: – Po dwóch dniach zdecydowałem się wrócić do Pentagramu. Brakowało mi tego, była to pasja, w której nie czułem się spełniony do końca. Z dnia na dzień wakacje we Francji się skończyły, Marek przystąpił do treningów z zespołem: – Co ciekawe miałem z Francji lepsze pingi na polskich serwerach, niż z polskiej neostrady. O zagranicznych nawet nie wspominam. Przygotowania były na tyle ważne, że już po kilkunastu dniach wspólnej gry, drużynę czekał pierwszy poważny sprawdzian – turniej Randezvous XII w Szwecji.

Dla Marka, ten wyjazd był szczególnie ważny. Jako nowy zawodnik zespołu pierwszy raz spotkał na żywo pozostałych graczy. – Pierwszy wyjazd był bardzo fajny. Poznałem wtedy całą naszą drużynę, wiesz to byli dla mnie nowi ludzie. Wcześniej kilku z nich znałem tylko z perspektywy rywalizacji między SpecSterem a Arcy. A tu się okazało, że to normalni, zabawni goście. Pamiętam, że mieliśmy bardzo podobne poczucie humoru z TaZem i Zibim. Pentagram ze Szwecji wrócił z wywalczonym 7-8 miejscem. Wynik jak na ówczesne możliwości zespołu był dobry, a sam Mirri podkreśla, że po tak krótkim czasie na trening, ciężko było ugrać więcej: – Po prostu wróciliśmy i graliśmy dalej. Nikt nie spodziewał się, że tam coś osiągniemy.

Pierwsze miesiące w Team Pentagram, Marek wspomina z sentymentem. Drużyna grała i trenowała bardzo dużo, mając ambicje stać się jedną z liczących się potęg na światowej scenie. Był to również okres, w którym Mirri przejął dowodzenie podczas gry: – Miałem sporo pomysłów na naszą grę. Pamiętam, że poświęcałem dużo czasu sam na mapie, kombinując jak odpowiednio rzucić flesza, którędy biec i tak dalej. Cała praca miała doprowadzić drużynę do perfekcji, do poziomu jaki prezentowały najlepsze wówczas zespoły, z legendarnym SK Gaming na czele. Marek tłumaczy mi zawiłości tamtych treningów i przygotowań w następujący sposób: – W Counter Strike jest coś takiego, co nazwałbym szalą zwycięstwa. Nie wiem czy leży to w psychice graczy, czy w czymś innym. Jest albo tak, że nasi przeciwnicy wchodzą w ustawioną przez nas obronę jak w masło, albo my robimy to z nimi. Problemem ówczesnej drużyny było to, że chcieliśmy jak najszybciej dojść do poziomu, w którym to my będziemy barierą nie do przejścia.

Według Marka, poziom ten udało się osiągnąć gdzieś między Lehnitz LAN a Euro Invex Cup w Czechach. W między czasie było jeszcze kolejne WCG w USA. Do San Francisco drużyna pojechała jeszcze nie do końca przygotowana, jak wspomina mój rozmówca, nie wszystkie elementy gry były dopracowane. Na drodze do chwały kolejny raz stanęła skandynawska drużyna – tym razem było to norweskie xlnz. Turniej dla polskiej drużyny kolejny raz zakończył się na fazie grupowej. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Krótko po powrocie ze Stanów Zjednoczonych drużyna wyjechała do Czech, by brać udział w turnieju Euro Invex Cup. To właśnie te zawody Marek uważa za przełomowe. W finałowym spotkaniu Pentagram pokonał mocny fiński zespół Destination Skyline.

Marek najmilej wspomina jednak wyjazd do Berlina na wspomniany Lehnitz LAN, który odbył się miesiąc przed World Cyber Games 2004. W wielkim finale Team Pentagram pokonał bardzo mocne wtedy mousesports, po pasjonującym meczu, w którym między innymi świetnie zagrał właśnie Marek. Po spotkaniu okazało się, że nie nagrał dema, czego nie może wybaczyć sobie do dziś. Turniej dla Pentagramu był ciężki z innego powodu: – Pamiętam, że przed turniejem mieliśmy wielką imprezę, między innymi z Nostrą. Nie wiem już czy był to pierwszy czy drugi dzień turnieju, ale pamiętam taki mecz, podczas którego z TaZe pod koniec każdej rundy dawaliśmy pauzę i biegliśmy do toalety w wiadomym celu.

Po okresie kończących rok sukcesów przyszedł jeszcze styczniowy turniej OptiHack w Goteborgu. Obok Team Pentagram w Szwecji zagrały między innymi zespoły SK Gaming, EYEballers, The Titans czy  Evil Geniuses. Wyjazd graczy do Szwecji zakończył się kolejny raz miejscem poza podium, podobnie jak podczas RV 12, miRRi razem z kolegami zajeli 7-8 miejsce. Był to ostatni występ Marka na dużym turnieju, krótko po nim odszedł z drużyny z dość prozaicznych powodów. W tamtym czasie był wielkim fanem overclokingu. Jedna z jego przygód z podkręcaniem komputera skończyła się awarią głównej płyty. Zamiast kupić nową, do swojego PC włożył inną, którą miał w domu. – Miałem na niej 60 FPSów i grałem na niej beznadziejnie. Pobiłem wtedy rekord świata w najgorszych statystykach. Na MR15 miałem -3 :23. Pamiętam, że reszta drużyny śmiała się wtedy strasznie, prosząc mnie chociaż o honorowego fraga. W każdym razie po miesiącu takiej gry, byłem tak zniechęcony, że uznałem ze przestaję grać.

Koniec kariery

Marka w składzie drużyny zastąpił napalm i to z nim Team Pentagram wygrał Samsung Euro Championship na początku 2005 roku. W opinii osób, z którymi rozmawiałem, napalm odstawał od pozostałej czwórki graczy, notując dobre występy sporadycznie. Mirri nie ukrywa, że żałował wtedy decyzji o odejściu z drużyny: – Rwałem sobie włosy z głowy, widząc jak oni wygrywają SEC z napalmem w składzie. Nie wiem jak ustosunkują się do tego gracze obecnego MYM, ale myślę, że miałem sporo wkładu w ich późniejsze sukcesy. Z napalmem grali tak naprawdę w czwórkę. Nie chcę tutaj urazić Bartka, ale wydaje mi się, że był najsłabszy z nich. Na początku był zły, że przestał grać, później jednak pogodził się z tym i aktywnie kibicował drużynie: – Kiedy wygrywali WCG cieszyłem się jak dziecko.

Mało kto wie, że wcześniej Marek mógł trafić do Pentagram G-Shock kolejny raz. Kiedy drużynę opuszczał Zibi, gracze zastanawiali się między innymi nad ponownym przyjęciem swojego byłego zawodnika. Sam zainteresowany jest tą informacją zaskoczony i nie umie jednoznacznie odpowiedzieć czy zdecydowałby się kolejny raz podjąć wyzwanie: – Pewnie musiałbym rozważyć bardzo dużo rzeczy. Po skończeniu aktywnej gry zaczęło się wiele innych fajnych rzeczy w moim życiu. Podejrzewam jednak, że gdybym dostał wtedy taką propozycję poważnie bym ją rozważył. Ostatecznie do drużyny dołączyli wtedy motyw oraz loord.

Marek kilkukrotnie próbował jeszcze swoich sił w Counter Strike. Brał między innymi udział w eliminacjach do polskiego WCG razem z pitrkiem i drużyną złożoną z byłych dobrych graczy. – Pamiętam, że przed jakimś WCG powiedzieliśmy sobie z Piotrkiem, że zagramy, zdobędziemy 2 miejsce i przywieziemy monitory. Był nawet taki moment, że prawie udało nam się namówić do powrotu zibiego.

Wielu graczy po zakończeniu kariery decyduje się na pozostanie w esporcie w innej roli. Taką wolę wyrażał choćby kilkukrotnie Łukasz Wnęk. Marek również brał pod uwagę pracę menadżerską w jakimś zespole, jednak uznał, że to nie dla niego. – Nie kręciłoby mnie bycie organizatorem czy dziennikarzem. Największe sukcesy odnosi się jako gracz – podkreśla swoje ambicje.

W ten sposób skończyła się kariera jednego z najlepszych graczy w historii Polskiego Counter Strike. Marek z biegiem czasu coraz mniej interesował się esportem. W jego życiu gry zastąpiły inne, nie mniej ciekawe pasje. Początkowo zaczął interesować się wspinaczką i sztukami walki. Te zainteresowania skończyły się wraz z kontuzją kolana. Odkrył jednak żeglarstwo, które stało się dla niego bardzo ważnym hobby. – Od jakiegoś czasu co najmniej miesiąc w roku spędzam na wodzie. Niedługo będę się starał zrobić uprawnienia morskie i wybieram się wtedy na jakieś dłuższe wyprawy, samemu za sterem.

Reklamy

1 Response to “Legendy PGS – Marek ‚miRRi’ Radecki”


  1. 1 sheio
    Styczeń 10, 2011 o 4:04 pm

    świetny artykuł


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: