21
Sty
10

From hero to zero – MYM

Jeszcze rok temu kilku, kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu internetowych krzykaczy wieściło rychły koniec PGS, a słowa Meet Your Makers odmieniane przez wszystkie przypadki były na ustach wszystkich. Tak samo jak dziś, z tą różnicą, że tym razem przed MYM wstawiamy wiele mówiące R.I.P, a PGS ma się dobrze. Dramat co?

O tym, że Meet Your Makers żyje ponad stan, zupełnie nie licząc się z kosztami i wydając pieniądze na lewo i prawo bez najmniejszego zastanowienia, było wiadomo od dawna. Pisał o tym między innymi dwukrotnie Michał Blicharz w felietonach na łamach SK Gaming i naszego serwisu. Szczególnie ten pierwszy tekst o sytuacji na scenie Warcrafta 3 doprowadził do wielkiej dyskusji, w której armia pracowników ESNation z redaktorem naczelnym mymym.com na czele stawała na głowie i klaskała uszami by tylko obalić argumenty Carmaca. Bezskutecznie.

Meet Your Makers w rok dokonało niemal niemożliwego. Wielbionej przez tysiące fanów drużynie, a raczej jej zarządowi udało się zniszczyć zespołową scenę Warcrafta 3 tylko po to by chwile później z takim samym skutkiem rozwalić swój własny zespół. Dodając do tego w większości buńczuczne wypowiedzi przedstawicieli ESNations o budowaniu drużyny, wsparciu finansowym sponsorów i prowadzonych projektach, można powiedzieć jedno – w ciągu ostatniego roku MYM prowadziło otwarty kurs hipokryzji dla każdego.

Jest też druga możliwość. Nieudolność i ignorancja osób odpowiedzialnych za kierowanie zespołem. Choć ciężko w to uwierzyć, obserwując ostatnie działania MYM można mieć wrażenie, ze do pewnego momentu nikt w tej drużynie nie zdawał sobie sprawy z tragicznej sytuacji finansowej w jakiej znalazło się Meet Your Makers.

Ujmuje szczerość Marka Petera Friesa, który jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem bankructwa ESNations, uciekając jak szczur z tonącego okrętu, poinformował wszystkich z wielkim zapałem, że chętnie podejmie inną menadżerską posadę w esporcie. Winszuję bezczelności. Zresztą nie wyobrażam sobie zespołu, który byłby zainteresowany zatrudnieniem menadżera odpowiedzialnego za doprowadzenie do upadku jednego z najlepszych i najbogatszych zespołów ostatnich lat. Nikt nie będzie sobie sam strzelał po kolanach.

Tym bardziej, że MYM było, przynajmniej przez jakiś czas, najbogatsze. Przypomnijmy, że w kwietniu 2007 roku ogłoszono z wielką pompą inwestycję duńskiego biznesmana, który wpompował w zespół ponad milion dolarów. W niecałe dwa lata MYM w sobie tylko znany sposób zdołało tę kwotę puścić z dymem. Sytuacja jest o tyle komiczna, że nakłady finansowe na drużynę nie zawsze szły w parze z wynikami, a graczy różnych platform MYM często wyprzedzali zawodnicy o wiele słabszych drużyn. Jedyne czego zespół mógł być pewien to dobre występy przepłacanego Warcrafta, którego pozbył się zresztą w pierwszej kolejności oraz polskiej dywizji Counter Strike 1.6, która jeśli wierzyć doniesieniom zagranicznych serwisów nauczyła się przez rok gry w duńskim zespole cierpliwości. Inaczej nie można nazwać spokojnego oczekiwania w sytuacji w której od dwóch miesięcy nie mają ważnych kontraktów.

Wracając do Friesa – myślę, że dalej może robić pieniądze na esporcie, tylko już w nieco inny sposób. Światowym bestsellerem mogłaby się na przykład okazać książką „Jak rozpier***** milion dolarów – poradnik dla domorosłych menadżerów”. Można by pomyśleć również nad serią pamiętników o jakimś chwytliwym zbiorczym tytule – „Dziel, niszcz i uciekaj”.

Przykład upadku MYM ma jeszcze jeden ciekawy aspekt. W obecnych czasach nie da się zbudować drużyny globalnej, zbudowanej z wielonarodowych graczy. MYM z końca ubiegłego roku było gamingowa Wieżą Babel, która reprezentowali chyba gracze ze wszystkich kontynentów poza siedliskami białych niedźwiedzi na północy i południu globu. I nie chodzi tu o komunikacje między nimi a o sponsorów. Słyszeliście o jakiejś medialnej działalności MYM w tradycyjnych mediach? Poza CSowcami zapraszanymi do polskiej telewizji chyba nie. A i te zaproszenia do Teleexpresu i TVNu nie były efektem działalności promocyjnej ESNations, a pokłosiem wcześniejszych działań promocyjnych PGS Gaming.

Grubby nie błyszczał w holenderskiej prasie, Moon na przychylność koreańskich mediów będzie mógł liczyć dopiero grając w WeMade FOX, szwedzka edycja Playboya nie opublikowała też rozkładówek z Zaaz, zapewne ku rozpaczy jej ircowych fanów. Przez długi czas MYM swoich sponsorów mogło zadowolić wyłącznie galeriami zdjęć na esportowych serwisach, gdzie gracze tej drużyny wznosili rozmaite pucharki i czeki. Po raz kolejny wypada tu zacytować Michała Blicharza, który w jednym z wywiadów powiedział, że woli mieć medialna drużynę, która zawsze będzie w czołówce, niż zupełnie nie medialnych nerdów przywożących z każdego turnieju złoty medal.

Przykład upadku potęgi MYM powinien być dla wszystkich świetną lekcją. Błędów, które popełniło ESNation nie może powielić już nikt, szczególnie w dobie kryzysu. Mercy w całej swojej litości naprawdę mógłby pomyśleć nad jakimś podręcznikiem dla esportowych menadżerów i chociaż tak przyczynić się do rozwoju esportu.

Reklamy

0 Responses to “From hero to zero – MYM”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: