21
Sty
10

Frag – recenzja

Każda filmowa produkcja o esporcie zasługuje na uwagę. Frag zasługuje w szczególności. Mało jest takich obrazów, które naszą pasję przedstawiałby z takim zaangażowaniem, obiektywizmem i w ciekawy, a równocześnie przystępny dla szarego gracza sposób.

Frag, który jest dokumentalnym debiutem reżysera Mike’a Pasley’a ma wszelkie szanse by stać się dziełem kultowym w środowisku profesjonalnych graczy. Więcej, ma również szanse trafić do ludzi który graniem zajmują się okazjonalnie. Wszystko to dzięki formule jaką przyjął reżyser, ciekawym osobistościom esportu, które brały udział w powstawaniu filmu oraz braku koloryzowania zjawiska sportu elektronicznego. We Fragu nic nie jest ani czarne ani białe. Jest prawdziwe.

O takim charakterze filmu decyduje przede wszystkim dobór głównych bohaterów, których historie cały czas się przeplatają, oraz narratorów w których wcielili się najbardziej znani esportowi dziennikarze, między innymi Michał Carmac Blicharz czy Rod Slasher Breslau. Świetnie przesłanie filmu obrazują dwa cytaty promujące tytuł: „Wiele osób uważa, że bycie profesjonalnym graczem jest proste. Nie mają żadnego pojęcia o wielkim stresie na jaki są narażeni gracze” oraz „W naszej kulturze panuje niezrozumienie dla tego czym jest bycie profesjonalnym graczem”. I Frag stara się to wyjaśnić. W najlepszy z możliwych sposobów – pokazując historie zawodników.

Za duet głównych bohaterów filmu Mike’a Pasley’a można uznać Johna Fatality Wendela, co niespodzianka żadna nie jest, biorąc pod uwagę, że produkcja powstała w Stanach Zjednoczonych, gdzie Fatal markę ma bardzo mocną, oraz Rafika Lost-Cauze Bryanta, gracza Quake 4 o którym szczególnie głośno było w 2006 roku. Między opowieściami o ciężkiej pracy, upadkach i wzlotach wymienionej dwójki, przeplata się również Angel Munoz ze swoim nieśmiertelnym „that is a great question” i umierającym CPL. Gdyby był to film fabularny, dwójka graczy dostałaby rolę dobrych, a Munoz złego bohatera.

Za pomocą tej trójki autorom filmu udało się pokazać wszystko to co w esporcie najpiękniejsze. Opowieść o Rafiku Bryancie, świetnie zilustrowana zarówno przez graficzne wstawki, komentarz Carmaca jak i samą postać Bryanta, to historia o spełnianiu marzeń, walce z otoczeniem, nieprzychylnie nastawioną rodziną. Fatalitiego znają chyba wszyscy, tak samo jak jego lekko koloryzowaną opowieść ‘od zera do bohatera’. Jednak dla szerszej publiczności Wendel jest modelowym przykładem tego, że grając w gry można wiele osiągnąć. I na koniec Munoz, twórca CPL: które kiedyś dla graczy było marzeniem, na kilka miesięcy przed upadkiem zbudowanego przez niego imperium. Dodatkowo solidnie i bezlitośnie punktowany przez Blicharza, pałającego znaną nam wszystkim miłością do właściciela CPL.

Poza duetem amerykańskich duelowców w filmie wypowiadają się również zawodniczki zespołu PMS: Amber Dalton oraz Caitlin Buckshaw, Allessadnro ‘stermy’ Avalone, Ivo ‘forever’ Lindhout, Paul ‘CZM’ Nelson czy też redaktor naczelny serwisu Gotfrag, Trevor ‘Midway’ Schmidt. Dla laika szczególnie ważna wydaje się liczna reprezentacja kobiet prezentowanych w filmie. Zawodniczki tworzące PMS to tylko początek, zobaczymy także dziewczyny z Girls of Destruction: Therese ‘Tritto’ Anderson, Jamie ‘Missy” Pereyda oraz Livię ‘Liefije” Teernstrę. Twórcy filmu w wyraźny sposób starają się pokazać, że profesjonalny esport a nawet zwykłe granie nie są wyłącznie domeną mężczyzn.

Takich ważnych osobistości w filmie jest o wiele więcej. Każda wnosi coś ciekawego, każda stanowi o bardzo wysokiej jakości i autentyczności całej produkcji. Reżyserowi udało dotrzeć się do gwiazd, menadżerów drużyn, organizatorów lig i esportowych dziennikarzy, Każde z nich przedstawia swoje zdanie na temat zjawiska gamingu tworząc w ten sposób spójną całość.

Europejskich graczy może trochę dziwić dobór głównych bohaterów filmu. Wśród graczy ze Starego Kontynentu również znalazło by się wielu, których historia byłaby równie lub nawet bardziej ciekawa. Wystarczy wspomnieć o Manuelu ‘Grubby’ Schenkhuizenie czy braciach Schellhase. Pamiętać trzeba, że Frag to jednak w pełni amerykańska produkcja i przeznaczona głównie na tamtejszy rynek.

Jak już pisałem na początku, dużą zaletą Fraga jest to, że można pokazać go praktycznie każdemu. Ciekawą rolę edukacyjną pełni pierwsza część filmu, pokazująca historię sportów elektronicznych, sięgając aż do lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia i czasów automatów do gry rozsianych po całych Stanach. Później czasy Johna Romero, który notabene w filmie opowiada początki Dooma i serii Quake, a później … esportowa karuzela zaczęła kręcić się szybciej i szybciej. I tym którzy przegapili moment startu kolejny raz z pomocą przychodzi reżyser filmu, w sposób iście łopatologiczny tłumacząc krok po kroku czym esport jest, jak się do niego dostać, jakie można mieć z tego korzyści i jakie zagrożenia czekają na zawodników.

Oceniając film okiem esportowego dziennikarza ciężko doszukać się jakiś większych wad. Największą jest wątpliwa możliwość dystrybucji tego filmu w Polsce. Mimo to warto zadać sobie trochę trudu i obejrzeć ten film. Dla każdego fana sportów elektronicznych jest pozycją obowiązkową.

Reklamy

0 Responses to “Frag – recenzja”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: