21
Sty
10

ESWC – wspomnień część pierwsza!

Niesamowite, wspaniałe, niewiarygodne… To tylko niektóre określenia, które przewijały się na stanowiskach prasowych zaraz po finale ESWC 2007 pomiędzy PGSPokerStrategy.cc, a Team NoA. Najlepiej chyba ten mecz podsumował fisker. Jego „that was best game I’ve ever seen” mówi wiele. I choć ryan kręcił nosem, mówiąc, że w takim razie Szwed z SK musiał oglądać niewiele gier, wszyscy wiedzieliśmy, że to tylko przesadna skromność naszego managera. To było niesamowite zakończenie czterodniowego turnieju. Turnieju, który przez nas zostanie zapamiętany jako największy sukces Polski na esportowych arenach w historii.

Dla autora tego tekstu największa gamingowa przygoda w życiu rozpoczęła się w środę rano, gdy ze swoich włości na obrzeżach stołecznego miasta Krakowa udał się do innej stołecznej mieściny w tym kraju, czyli Warszawy. Niecałe cztery godziny wolnego czasu pozwoliły mi zwiedzić biuro PGS Gaming oraz poznać uroki zakorkowanych ulic w Warszawie. Około godziny 18, po tym jak Marcin (Darky) zafundował mi i Adamowi (mst) offroad’a po bezdrożach Warszawy, zameldowaliśmy się na lotnisku. Odebrał nas wujek Mit0s wraz z Agą, Paladynem oraz reprezentantem Polski w Trackmanie – Bax’em. Poprzez kolejki na Etiudzie przeciskaliśmy się z 2 godziny. Mit0s wraz z Paladynem starali się nam umilić czas obliczając jakie jest prawdopodobieństwo, że nasz samolot spadnie gdzieś po drodze. Około 21 postawiliśmy swoje zmęczone stopy na francuskiej ziemi. Hint dla niekumatych – nie spadliśmy. Kobieta niemówiącą po angielsku zdarła z nas po 9 Euro za autobus, ale godzinę później dotarliśmy do naszego cudownego, przytulnego hotelu. No… może po prostu do hotelu… bez epitetów. Chwilę później nadjechał nasz CS, oczywiście taryfami – a co?

W międzyczasie z windy w hotelowym holu wyskoczył Cycu wraz z Niki. Polska ekipa była już mniej więcej w komplecie. W samym hotelu mieliśmy też kilka innych krajowych reprezentacji. Po holu tam i z powrotem przewijali się co chwilę gracze z Virtus.Pro, Begrip.ru oraz dziewczyny z Megapolis. Czasem można było też dostrzec Coolera wraz z dziewczyną, graczy k_23 oraz głośną i groźnie wyglądającą reprezentację Arabii Saudyjskiej. Drugiego dnia imprezy w hotelu pojawili się też Szwedzi z SK: gosey oraz fisker. O nich jednak później.

Drugi dzień w Paryżu, a pierwszy na ESWC, to radosna pobudka o 7 rano. Wtedy marudziłem, kilka dni później ryan uświadomił mnie, że i tak spaliśmy długo. Przez resztę dni we Francji 5 godzin snu było standardem. Impreza zaczynała się o 10. Nas jednak czekała jeszcze rejestracja oraz odebranie akredytacji prasowych. Radośnie udaliśmy się tramwajem na miejsce imprezy. Tutaj możemy wstawić mały off-topic. Nie wiem czy we Francji funkcjonują jakieś zasady ruchu drogowego, w każdym razie nasza podróż po ulicach Paryża za każdym razem przypominała slalom pomiędzy autami. Wracając do ESWC – pierwsze wrażenie po ujrzeniu hali, w której rozgrywane były tegoroczne finały, było średnie. Pewnie wszystko dlatego, że za dużo razy przed wylotem obejrzałem ESWC Reloaded. Ogólnie rzecz biorąc: niewiele lepiej niż na polskich eliminacjach do tej imprezy. Różnica była taka, że boksy, w których grali gracze, były w miarę dostępne dla publiczności. W miarę, bo do środka dostać się mogli tylko nie liczni. Sfarcił Cycu, który na te parę dni w stolicy Francji stał się kobietą i dumnie paradował z plakietką managera BadGirls i wielkim napisem WOMEN. Dzięki niej jednak mógł śmigać wewnątrz boxów dla graczy. My tego zaszczytu dostąpiliśmy dopiero podczas półfinałowego spotkania z fnatic.

Budynek, w którym rozgrywane były tegoroczne finały został podzielony przez organizatorów całkiem rozsądnie. Trzy duże, wspomniane już wcześniej boksy – największy dla CS’a, jeden dla graczy WC3 i Q4, a ostatni dla zawodników obijających się o bandy w Trackmani oraz rozwalających pady podczas gry w PES. Przy każdym z boksów znajdowała się mała scena, a za nią trybunka, która na oko mogła pomieścić około 300 spragnionych wrażeń kibiców. Na pierwszym piętrze zamontowano trzy ogromne telebimy, a pod nimi scenę, 10 stanowisk z komputerami i przed każdym z nich mały telebim.

O ile ta dolna część imprezy nie robiła piorunującego wrażenia, o tyle scena na górze zapierała dech w piersiach. Zresztą co działo się na niej oraz na trybunach widzieliśmy już chyba wszyscy przeglądając galerie na różnych serwisach czy też oglądając film z finału na fragbite.com.

Oddzielny akapit muszę poświęcić centrum prasowemu, które zrobiło na mnie spore wrażenie. Przede wszystkim swoimi rozmiarami oraz zapleczem. Duża część była wydzielona dla szczęśliwców posiadających własny sprzęt, ale Games Services nie zapomniało również o biednych redaktorach biedniejszych portali. Ilość komputerów oddanych im do użytku była całkiem spora. Radośnie korzystali z nich między innymi doomer z FX, moja skromna osoba, Xaos (on to akurat korzystał z mojego i tak :P), a także redaktorzy hltv.org, GamesTV itd. Na samym końcu press room’u znajdowała się mała scena, na której odbywały się wszelkie konferencje prasowe, zarówno te dla dziennikarzy obecnych na turnieju, jak i te prowadzone przez oficjalnego partnera ESWC – xfire. Chciałbym, żeby taka organizacja panowała na polskich lanach. Już niedługo, bo na początku września, przekonamy się czy organizatorzy WCG podglądali choć trochę swoich kolegów po fachu z Francji. Mam nadzieję, że tak.

Pierwszego dnia zaczęły się również rozgrywki dla wszystkich naszych graczy. Zgodnie z oczekiwaniami nasi zawodnicy wygrywali swoje mecze. Najwięcej niepewności budziła forma Paladyna, który przed rozgrywkami nie trenował wiele. Jednak, jak później stwierdził sam Przemek, dwa tygodnie intensywnego treningu wystarczyły na awans z grupy i dobrą postawę w następnej, co dobrze rokuje przed zbliżającymi się kwalifikacjami do WCG. Nasza młoda gwiazda Q4 również nie zawodziła, wygrywając mecz za meczem. Największe emocje czekały na polskich fanów po południu. Najpierw Maciek we wspaniałym stylu ograł na scenie sorax’a ze Szwecji, a później zawodnicy PGSPokerStrategy.cc urządzili deklasację butnym hiszpanom z x6. Zresztą ten mecz będzie z pewnością jednym z tych, które na długo zapadną wszystkim kibicom w pamięci. Nasi gracze byli przed nim bardzo zmotywowani, dalej mając w pamięci niesprawiedliwą porażkę w finale SEC. I to było widać zarówno po wyniku, jak i po gestach które podczas meczu wykonywali do przeciwników. Zemsta była słodka. PGSPokerStrategy.cc odniosło najwyższe zwycięstwo podczas całego turnieju, a publiczność była zachwycona. Słowo deklasacja przejdzie na stałe do i tak bogatego już słownika pojęć używanych przez rodzimych esportowców.

Warto wspomnieć jeszcze o jednym wydarzeniu związanym z pierwszym dniem finałów. O zamieszaniu jakie robiło SK Gaming wokół swojej organizacji słyszeli chyba wszyscy. Zarząd nie mógł się pogodzić z faktem, że ich zawodnicy nie zaprezentują swoich umiejętności w Paryżu. Tymczasem pierwszego dnia wśród uczestników pojawiła się plotka, że SK jednak się pojawi, zastępując w ostatniej chwili nieobecne g3x. Została ona jeszcze spotęgowana przez pojawienie się na sali fiskera wraz z goseyem. Szybko jednak okazało się, że dwójka szwedów przyjechała do Francji w nieco innych celach. Gosey prezentował najnowsze hity mody w Szwecji, krążąc po press roomie i hali z gustowną torebką na ramieniu, a fisker większość czasu spędzał umierając na krześle. W przerwach między tymi zajęciami, gosey z wielką werwą pytał się każdego co sądzi o braku SK na tak wielkiej imprezie. Nie przepuścił nawet ryan’owi podczas konferencji prasowej kończącej dzień pierwszy.

Dzień drugi był dniem wolnym dla naszej drużyny CS’a. Nie oznacza to jednak, że był pozbawiony emocji. Do gry wkraczały zespoły z grup od F do H. Wśród nich byli potencjalni przeciwnicy w drugiej rundzie, więc część naszych graczy postanowiła i tak udać się na turniej. Oczywiście udała się tam również reszta ekipy PGS, a w tym ja i mój niestrudzony całodniowym dodawaniem galerii na stronę padawan – mst. Drugiego dnia uwagę moją i naszego nowego aparatu przykuwał zdecydowanie box, w którym toczyły się rozgrywki Quake4 oraz Warcrafta. Szczególnie często zaglądałem pod stanowisko Grubby’ego a raczej za nie. Dziewczynę holenderskiego gracza widzieli już wszyscy, choćby podczas wywiadu z CarmaC’iem. Nie wszyscy jednak wiedzą, że owa dziewoja podczas każdego meczu wpatruje się jak zaczarowana w monitor na którym wybranek jej serca dowodzi swoja armią. W ogóle Paladyn opowiedział nam śmieszną historię. Ponoć skośna piękność, będąca przy okazji miss Singapuru, swego czasu umawiała się na harce na TwistedMeadows z jakimś koreańskim gosu. Przyjechał Grubby, bardzo zbił gosu, miłość prysła. Ot, takie są właśnie kobiety.

Problemów z kobietami nie ma natomiast na pewno reprezentant Karaibów – layo. Patrząc na jego wyniki podczas całego turnieju, z całą pewnością można stwierdzić, że kolega nie ma kiedy trenować. Minus trzy fragi zdobyte w całych zawodach oraz jedyne 626 stracone dają do myślenia. Warto też zastanowić się jaki poziom musiał panować podczas krajowych eliminacji do turnieju głównego.

Drugiego dnia swój udział w zawodach zakończyły dziewczyny z BadGirls. Obiektywnie patrząc na ich mecze, trzeba przyznać, że spisały się dobrze. Zresztą same również były zadowolone ze swojego występu. Wygrały w grupie to co miały wygrać, przegrały to co przegrać miały i musiały. Dziewczyny z Unfinished oraz RedCode były zdecydowanie poza ich zasięgiem. Swoją postawą pokazały jednak, że tak krytykowane przez niektórych, zaproszenie BadGirls po raz kolejny na ESWC było dobrą decyzją organizatorów.

Wracając do hotelu nie wiedziałem, że czeka mnie w nim dalszy ciąg atrakcji tego dnia. Zaczęło się od Bax’a – niesamowicie sympatycznego człowieka, dla którego jednak świat gamingu jest dość dużą abstrakcją. Relaksując się w hotelowym holu i radośnie gaworząc o samych pierdołach wraz z drużyną CS’a i Przemkiem, zobaczyliśmy wracającego Bax’a. Jak Ci poszło? A wiesz dobrze, awansowałem dziś do jakiegoś loser bracket – odparł ze śmiertelnie poważną miną Bartek. Do tej pory nie wiem czy mówił poważnie czy tylko żartował. W każdym razie mieliśmy z tego masę śmiechu.

Tak radośnie nie było już chwilę później w hotelowych pokojach. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwaliśmy losowania drugiej rundy grupowej CS’a. Wiktor wraz z ryan’em byli bliscy obgryzania paznokci podczas wciskania F5 na głównej stronie turnieju. Przy okazji układali możliwe warianty grup, wymieniali jakie drużyny chcieliby w grupie, a jakich chcieliby za wszelką cenę uniknąć. Wymienili chyba wszystkie możliwe konfiguracje. Wszystkie poza tą, która parę minut po godzinie 21 pojawiła się na stronie. Grupa śmierci. Chwila konsternacji, z której pierwszy otrząsnął się TaZ, mówiąc, że w sumie jest dobrze, bo od samego początku będą musieli grać na najwyższych obrotach. Muszę się przyznać, że do tej pory patrzyłem na nich z lekkim przymrużeniem oka. Po losowaniu grup zobaczyłem jak bardzo profesjonalne podejście mają do tego co robią. Wszystkie drużyny jakie mieliśmy w hotelu wyszły sobie na miasto. Co robiło w tym czasie PGSPokerStrategy.cc? Kończyło ściągać dema z turnieju inari, MYM oraz TR.Victory, aby po chwili analizować ich mocne i słabe strony, ustawienie, najczęściej grane taktyki, ataki itd. Byłem pod wrażeniem. Widać było, że przyjechali do Francji po to, aby wygrać…

Reklamy

0 Responses to “ESWC – wspomnień część pierwsza!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: