21
Sty
10

ESWC – wspomnień część druga!

W piątek, podczas rozgrywek CS’a zamieniłem parę słów z duńskim korespondentem serwisu hltv.org. Konkluzja z tej rozmowy była prosta – prawidzwe emocje zaczną się w sobotę, wtedy już nikt nie będzie sobie mógł pozwolić na odpuszczenie meczu.

Z takim też nastawieniem wyruszyliśmy z hotelu. Bez Adama, który musiał mieć cięzką noc, bo dołączył do nas dopiero koło godziny 12. Swoją przygodę z turniejem dzień wcześniej zakończył Paladyn. Trochę szkoda, bo grupę miał najprostszą z wszystkich wylosowanych. Przemek wygrał w drugiej rundzie te mecze które miał przegrać, przegrał to co powinien raczej wygrać. W efekcie zajał trzecie miejsce, ale w naszej pamięci zostaną świetne gry przeciwko Lucyferowi oraz 4K. Demuslim’owi. Nasz reprezentant nie był jednak rozczarowany, wprost przeciwnie bardzo optymistycznie podchodził do następnych rozgrywek w których weźmie udział. Naszą piątkę lubującą się w strzelaniu przez ściany już na samym początku czekał bardzo trudny sprawdzian. Inari, inaczej zwane 69N-28E przyjechało do Francji wymieniane jako jeden z faworytów, szczególnie po zwycięstwie w WSVG klika dni wcześniej. Luq i spółka chyba zdawali sobie sprawę, że ten mecz, mimo, że rozgrywany jako pierwszy, może zdecydować o wyjściu z grupy. Wygrali.

W tym samym czasie tempa nie zwalniał av3k. Nasza młoda gwiazda Quake 4, wspierana na każdym kroku przez Carmac’a oraz niemałe grono fanów, którzy chcieli oglądać jego mecze wygrywał mecz za meczem. Ani Hunter, ani killsen ani nawet winz, mistrz ESWC z ubiegłego roku nie byli w stanie stawić mu czoła. A młody konsekwentnie, na białej podusi robił jesień średniowiecza z pośladków kolejnych rywali. Zaczeliśmy się wtedy zastanawiać, czy Maciek przegra choć jedną mapę w tym turnieju. Jeśli było to możliwe, to tylko w finale. Z Coollerem. Jak się skończyło wiemy wszyscy, ale do finału przejdziemy później. Zresztą Cooller w swojej grupie siał spustoszenie w takim sam sposób. Śmiało można powiedzieć, że we Francji nie było nikogo kto byłby w stanie zagrozić tej dwójce.

Turniej Quake 4 ograniczał się więc to odpowiedzi na pytanie – kto zajmie trzecie i czwarte miejsce. Ja osobiście kibicowałem Purriemu. Sympatycznego Szweda znam od dawna, jeszcze z czasów kiedy w Quake2 grało z 50 razy więcej osób niż w Painkillera w tym samym czasie. Przed zawodami, ciężko było powiedzieć w jakiej formie bedzie były triumfator QuakeConu. Purri jednak postanowił wykorzystać swoją szansę i fakt, że na ESWC dostał się niejako bocznymi drzwiami. Toczył zacięte mecze, wygrywał szczęsliwie po dogrywkach, ale wygrywał a to było najważniejsze. Koło godziny 13 poznaliśmy wielką czwórkę imprezy. Rosjanin, Szwed, Francuz oraz nasza perełka z Polski. W sumie bez niespodzianek. Największym rozczarowaniem była chyba porażka Garpy’ego. Przed turniejem był jedym z faworytów, a we Francji nie wyszedł nawet z pierwszej grupy.

Tymczasem nasi gracze CS’a byli już po kolejnym meczu. Tym razem w polu pokonanych drużyn zostawili MeetYourMakers. Droga do ćwierćfinału stała otworem. Przedostatni mecz jaki czekał ich tego dnia, to pojedynek z bliżej nieznaną im drużyną z Chin. Mimo to, pierwsza połówka przebiegła pod dyktando PGSPokerStrategy.cc. W drugiej nie było już tak różowo i chińczycy, którzy wcześniej wyeliminowali z turnieju między innymi mousesports, ugrali remis.

TaZ po tym meczu był wściekły, reszta naszych graczy też nie miała zadowolonych min. Mimo wszystko cel został osiągnięty – awansowaliśmy z pierwszego miejsca w grupie i w ćwierćfinale czekał na nas teoretycznie słabszy przeciwnik. Wszyscy udaliśmy się więc na mała trybunę gdzie miało odbyć się losowanie. Cieżko w to uwierzyć, ale na widowni zgromadziła się całkiem pokaźna gromadka ciekawskich osób. Chwilę później wszystko było już wiadomo. O 17.30 będziemy się strzelać z NiP, po to by następnego dnia zagrać w meczu uważanym za przedwczesny finał – czyli zmierzyć się ze szwedzką potęgą – fnatic. Mecz z NiP okazał się formalnościa. Szwedzi nie byli przygotowani do tego turnieju, co niestety było widać. Słabe wyniki w obu grupach, co więcej prostych, oraz wysoka porażka z PGSPokerStrategy.cc to wszystko na co było ich stać. PGS grało swój mecz jak zwykle z małej sceny, więc rzesza fanów miała świetną rozrywkę. Obok nas swój mecz toczyli gracze Inari. Po jednej z rund, delikatnie mówiąc zirytowany Lurpis wstał i cisnął nowiutkimi SteelSoundami 5H o ziemie. Szkoda, mógł mi je poprostu oddać skoro aż tak uwierały go w uszy.

W przerwie w rozgrywkach stwierdziliśmy z Xaosem i Sweeperem, że dobrze by było zamoczyć gdzieś pysk. Udaliśmy się więc pewnym krokim do pobliskiego supermarketu i spedziliśmy chwilę przed regałem z puszkami z wiadomym trunkiem. Sweeper błysnął swoją wiedzą na temat francuskich alkoholi i już po chwili radośnie zaczeliśmy szukać miejsca gdzie spokojnie możemy opróżnić nasze aluminiowe skarby. W tym miejscu warto zaznaczyć, że francuskie ulice, pomimo tego, że są brudne, zasyfione i nikt ich nie sprząta, mają jedną zasadniczą zaletę. Można na nich pić bez problemu. Widać rząd francuski nie wpadł jeszcze na to, że można wprowadzić taki zakaz. Zadowoleni z tego faktu zaanektowaliśmy ławeczkę na skwerku obok głownego wejścia do ESWC. Niecałą godzinę spędziliśmy tocząc debaty na poważne, życiowe tematy. Xaos błyszczał swoją wiedzą na temat niskobudżetowych produkcji niemieckiej kinematografii, omówiliśmy dokładnie większość kobiecych drużyn startujących w turnieju CS’a i nawrzucaliśmy troche na eSports.pl którego redaktorem jest Xaos. W międzyczasie przeszła obok nas nasza drużyna CS’a. Zmierzali już do hotelu przygotowywać się do ostatniego dnia zawodów. My chcieliśmy zostać jeszcze w hali gdyż niedługo miał być rozgrywany finał CS kobiet. Oczekiwanie jednak dłużyło się bardzo, więc zmęczony autor tego tekstu udał się do hotelu aby przygotować się psychicznie i fizycznie na ostatnie dzień tego wspaniałego turnieju.

Niedziela. Dzień na który czekaliśmy wszyscy. Chyba każdy z nas wiedział i miał przeczucie, że to będzie jeden z najpiękniejszych dni w historii polskich sportów elektronicznych. Mimo, że nie mieliśmy pewności, że zobaczymy naszych aż w dwóch finałach, to nikt nie dopuszczał do siebie innej myśli. Pierwszą śmieszną sytuację zanotowaliśmy jeszcze w tramwaju. W pewnym momencie podszedł do nas koleś w koszulce aAa, wyciągnał dyktafon i chciał robić ze mną wywiad. Odpowiadziałem mu, że nie jestem graczem, modląc się, żeby nie wybuchnąć śmiechem widząc miny ryana i mst, którzy siedzieli za plecami niedoinformowanego reportera. Francuz tymczasem podszedł do neo, który siedział na siedzeniu …obok mnie. Kuben z TaZem, którzy siedzieli z tyłu tramwaju, umierali ze śmiechu. Troche nieświadomie Francuz pomógł nam sie rozluźnić przed cięzkim dniem.

Pierwszy mecz czekał nas już o godzinie 10. PGSPokerStrategy.cc jak zwykle na scenie w głebi sali, fnatic rozsiadł się na stanowiskach zaraz na początku, przy samym wejściu. Za jedną i druga drużyną szybko ustawiło się grono fanów. Za PGS zdecydowanie więcej, choćby dlatego, że do dyspozycji mieli bardzo wygodną trybunę. Pierwszy raz mogliśmy wejść do boksów dla graczy jako media. Zaowocowało to kilkoma filmami (fragmenty jednego z nich mogliście podziwiać w wywiadzie Michała z Wiktorem) oraz masą ciekawych zdjęc. Zaraz obok nas swój mecz rozgrywało Team NoA. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to nasz przyszły rywal. Tutaj muszę dodać, że jestem pełen podziwu dla graczy z Danii. Muszą mieć nerwy ze stali. To jaki horror zafundowali sobie i widowni podczas półfinału z mibr i później finału z nami jest niewyobrażalne. Jak powie później TaZ – respect dla nich! NoA, podobnie jak my miała też swoich kibiców. Jedna z dziewczynek z AurorA Gaming podczas ostatniej rundy zakryła oczy. Zresztą do Katrin wrócimy jeszcze później.

Tymczasem naszej drużynie podczas pierwszej części meczu wyrażnie nie szło. Nuke, który do tej pory było naszą bardzo mocną mapa w całym turnieju, tym razem nie przynosiło nam szczęścia. Miny naszych zawodników, w szczególności lorda mówią wszystko. Ze strony sali w której grało fnatic co chwile dochodziły do nas okrzyki triumfu. Mimo to, nasi gracze niepoddawali się, starając się odrabiać rundę za rundą. Nie udało się. Na przerwę wychodzili ze spuszczonymi głowami. W tym czasie Zro puśćił do mnie oczko. Nie wiem czy to miała być propozycja czy tylko kolejna forma rozdrażnienia rywala, w każdym razie zaszczyciłem go pobłażliwym spojrzeniem i poszedłem pstrykać zdjęcia na zewnątrz. Fnatic podczas przerwy dalej grało. Tym razem w piłkę. Z jednej strony z całą pewnościa była to świetna forma relaksu, z drugiej bez trudu można było z tego wyczytać pewność siebie i brak szacunku dla rywala. Nasi zawodnicy gorączkowo omawiali błędy i ustalali jak będą grać pierwsze rundy na dust2. Opłaciło się.

Po drugiej mapie, wygranej przez nas zawodnicy powinni podejść do fnatic i poprosić ich o piłkę. Zachowali się jednak jak profesjonaliści. Po raz kolejny w trakcie tego turnieju. Podczas decydujacej mapy sweeper i carmac stwierdzili, że na pewno nudzi mi sie w boksie dla graczy z aparatem i chętnie zaopiekuję się ich kamerami. Z niecierpliwością czekam, aż dostane od Michałów ten materiał.

Wszystko na co było stać tego dnia fanatyków to urwanie nam jednej mapy. Wygraliśmy ten mecz, co najmniej srebrny medal był nasz. Tyle, że nie po niego PGSPokerStrategy.cc przyjechało do Francji. Dla większość z nas małym zaskoczeniem było to, z kim przyjdzie nam się zmierzyć w finale. Kiedy rozmawiałem parę dni wcześniej z TaZ’em, podkreślał, że bardzo chcą zagrać z Mibr, aby udowodnić, że są bezsprzecznie najlpeszą drużyną na świecie. Duńczycy pokrzyżowali im plany. Moim zdaniem jednak dobrze się stało. Dzięki temu mieliśmy niezapomniany finał rozgrywek CS’a.

Wcześniej jednak czekały nas podobne emocje. O 16.30 na główną scenę wyszły dwie wielkie gwiazdy światowego esportu. Uczeń i mistrz. Av3k i Cooller. Nikt na trybunach nie wątpił w to, że czeka nas niesamowite i niezapomniane widowisko. Av3k przed meczem ukłonił się nisko widowni. Cooller spokojnie usiadł przy komputrze, położył swoim zwyczajem klawiature na kolanie i zaczął rozgrzewkę. W tym czasie okolo cztery tysiące ludzi na trybunach czekało już na pierwsze sekudny meczu na Monsoonie. Nie czekało długo, po chwili obaj rozpoczeli pierwszą finałową mape. Początek należał do naszego gracza, Cooller wydwał się być nieco zagubiony. Jednak doświadczenie mistrza zaczeło procentować. Wtedy Av3k zrobił coś czego nikt się nie spodziewał. Nie wiem czy zrobił to celowo czy naprawdę miał problem z słuchawkami. W każdym razie poprosił o przerwę chcąc zmienić słuchawki. Poźniej robił to jeszcze chyba dwa razy. Za każdym razem w momencie w którym Anton przejmował kontrolę nad mapą. Niewyobrażalny spryt i rutyna Maćka, porady Carmac’a lub poprostu szczęście. Przebieg drugiej mapy był podobny do pierwszej. Najczęściej po serii fragów jednego z zawodników, drugi rewanżował się tym samym.

Do końca meczu nie można było być pewnym triumfu naszego zawodnika. Ale stało się. Po dwóch niesamowicie zaciętych meczach Polak został Mistrzem Świata. Obaj zawodnicy stworzyli widowisko godne finału największej imprezy tego roku. Dzień wcześniej na konferencji prasowej Cooller mówił o Maćku jako o swoim fanboyu, dwa tygodnie wcześniej rozrysowywał mu taktyki na pudełku od pizzy. W niedzielę, parę sekund po finale, miał świeczki w oczach. Uczeń przerósł mistrza!

W przerwie pomiędzy finałami udało mi się zamienić parę słów z menadżerem nowego mistrza – Bas’em. Bardzo sympatyczny człowiek, ale nie chciał się zgodzić na transfer Maćka do PGSPokerStrategy.cc. Szkoda.

W końcu przyszedł czas na finał. Mecz oczekiwany przez nas praktycznie od czwartku. Nie ma sensu opisywać przebiegu tego widowiska. Każdy chyba śledził z zainteresowaniem jeśli nie wypiekami na twarzy polsko-duński pojedynek. Był niesamowity. Był wspaniały. Był niewiarygodny. Niewiarygodne było również show jakie stworzyli kibice obu drużyn. Nie można tego opisać słowami. Tam trzeba było poprostu być. NoA, NoA, NoA wydobywające się z gardeł kilku tysięcy ludzi dawało piorunujący efekt. Odpowiedź grupy Polaków, która z minuty na minutę powiększała się o osoby róznych narodowości była również niesamowita. PGS PGS PGS skandowaliśmy, wymachiwaliśmy flagami i szalikami. Dupy dawał tylko Adam siedząc spokojnie na krześle i mówiąc, że francuzi i tak nie rozumieją co znaczy PGS. A atmosfera wśród nas była zupełnie nie do opisania. Mit0s zdarł sobie gardło tak, że jeszcze gdy rozstawaliśmy się w Warszawie, miał problemy z mówieniem. Strasznie sympatyczny był też fakt, że przysiadali się do nas różni ludzie kibicując z nami. I tak wśród polskich kibiców siedział Nostra z MYM, Bas z srs, część obsługi imprezy z Francji, wycieczka z Egipitu itd. Powtórzę się, ale było to naprawdę niesamowite przeżycie. Tak samo jak to, że będąc w zdecydowanej mniejszości na hali, robiliśmy co najmniej tyle samo hałasu co fani duńskiej drużyny.

Szał radości w naszych szeregach nastąpił po ostatnim fragu. Wszyscy oczekiwaliśmy go stojąc, nawet Adam podniosł pośladki z krzesła. Po chwili rozległo się dziękujemy, dziękujemy oraz chodźcie do nas. Na lecące w tle „We are the champions” nikt z nas nie zwracał uwagi. Powoli zacząłem przeciskać się do wyjścia. Czekała mnie wyprawa obok fanów NoA, którzy porażkę przyjeli z wielkim rozczarowaniem.

Mijając wspomnianą Katrin posłałem jej pełen dumy uśmiech. W odpowiedzi usłyszałem „fukin pole”. Przez chwile zastanawiałem sie czy to aby nie propozycja. Dziewczyna była całkiem urodziwa, i w przeciwieństwie do wcześniejszej od zr0, przyjąłbym ja bez zastanowienia. Furia w oczach dunki przekonała mnie jednak, że bezpieczniej będzie się przeciskać do wyjścia. Po drodze odebrałem gratulujacje od paru osób. Każdej z nich odpowiadałem, że to nie mi powinni gratulować a graczom. Do tej pory nie wiem kim byli Ci ludzie, ale było to również sympatyczne uczucie.

Do centrum prasowego dopchałem się na krótko przed tym jak dotarła tam nasza złota drużyna, oblegana przez reporterów, fanów z aparatami. Zaraz miała zacząć się konferencja prasowa transmitowana przez Xfire. Podczas niej też mieliśmy kupe śmiechu. Daniel Jensen z readmore.de spytał skąd biorą się takie sukcesy polskich graczy. Stojąc przed sceną razem z doomer’em zaczeliśmy się śmiać, że to przez nasze najlepsze na świecie łącza internetowe. Pare sekund później to samo na głównej scenie powiedział śmiertelnie poważnie ryan. Po konferencji prasowej przyszedł czas na zdjęcia. Chętnych do pozowania z Mistrzami Świata nie brakowało.

Największymi fankami naszej drużyny okazały się dziewczyny z SK Gaming, także mistrzynie świata. Juz podczas konferencji prasowej dopytywały się, który z naszych graczy nie ma dziewczyny, po niej zrobiły sobie całą sesję zdjęciową. PGSPokerStrategy.cc pokazało, że nie żyją samym CS’em co możecie podziwiać obok. Tak skończył się dzień triumfu polskiej reprezentacji. Zachwycali się nami wszyscy. I zawodnikami i kibicami, którzy dali z siebie naprawdę wszystko. Pozwolę sobie teraz na trochę prywaty i dość długie pozdrowienia i podziękowania, mając nadzieję, że nie pomine nikogo. Przede wszystkim – nasi zawodnicy, av3k, Bax, dziewczyny z BadGirls z charlie na czele, dalej Adam, d00mer z kolegą którego imienia nie pamiętam, Mit0s, Aga, SweepeR oraz Carmac. Oraz Ci którzy tego pewnie nigdy nie przeczytają – Lancia z fragbite.com, shell z hltv.org oraz trójka najwierniejszych kibiców jakich miała nasza reprezentacja – Staś,Stefan i Borys. Dzięki Wam, było w Paryżu wyjątkowo!

Reklamy

0 Responses to “ESWC – wspomnień część druga!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: