20
Sty
10

Potter: nauczyłam Luqa paru sztuczek

Czy zwycięstwo w Electronic Sports World Cup jest największym sukcesem w Twojej karierze gamingowej?

Na obecny dzień tytuł mistrzyni ESWC jest moim największym sukcesem. Czuję się szczęśliwa i wyróżniona z racji tego, że nareszcie osiągnęłam jeden z celów wyznaczonych na ten rok! Teraz czas na kolejne.

SK Gaming ladies całkowicie zdominowało żeńską część turnieju. Jaka jest tajemnica waszego sukcesu?

Nie ma żadnej tajemnicy, naprawdę. Po prostu nie znam żadnej innej drużyny, czy to męskiej, czy żeńskiej, która poświeciła tyle czasu na trening, co my. SK.Ladies, nie brało udziału w turnieju z myślą, że mamy wygrać z ‚żeńskimi’ drużynami – powiedziałyśmy sobie, że musimy osiągnąć poziom, na którym pokonamy Pro Gamerów. Żeńska scena gamingowa nie dorównuje poziomem męskiej, to powszechnie znana prawda. Jednak naprawdę wierzę, że indywidualnie, jest wiele zawodniczek zdolnych stawić czoła najlepszym, i to na równych zasadach. I moja drużyna składa się dokładnie z takich dziewczyn! Niebawem, gdy minie trochę czasu i powiększymy nasze doświadczenie, ten skład może osiągnąć wiele, bardzo wiele.

Wszyscy wiedzą, że bootcampowałyście w Niemczech, zanim pojechałyście na finał ESWC. Urywki z tego bootcampu można dostrzec na rozmaitych filmikach, ale przyznajcie, grałyście w ogóle w CS czy to była głównie zabawa z kamerą?

Podczas bootcampu w Niemczech nie tylko trenowałyśmy dziesięć-piętnaście godzin dziennie, ale również tak intensywnie opracowywałyśmy sposób poruszania się po (pustych) mapach, że w nocy śniły mi się głównie nasze taktyki! Sądzę, że ten bootcamp dał nam bardzo dużo. Największe kłopoty miałyśmy ze znalezieniem partnerów do sparingu. W Stanach wszyscy nas znają i chcą się przeciwko nam sprawdzić. Większość zespołów pokonujemy z łatwością. To samo w Europie… Zdaje mi się, że pokonałyśmy większość sparring-partnerów, których byłyśmy w stanie namówić do meczu! Ostatecznie natknęłyśmy się na turniej ESL, który odbywał się właściwie codziennie po minimum dwa mecze dziennie, co nam bardzo pomogło. Sądzę, że spisałyśmy się całkiem nieźle, zważywszy na zestawienia graczy, przeciwko którym grałyśmy.

Z jakimi zespołami trenowałyście? Czy były pośród nich jakieś męskie zespoły?

Grałyśmy właściwie z każdym w Europie, kogo byłyśmy w stanie namówić. Nie miałyśmy zbyt wielkiego wyboru. Nikt nie chciał z nami grać, a jak już ktoś się pojawiał, to był beeeeznadzieeeejny. Czasami zdarzało się również, że walczyły z nami „incognito” żeńskie drużyny biorące udział w turnieju, które po kryjomu starały się ocenić nasz poziom przygotowania do ESWC.

Czy mogłabyś porównać poziom żeńskiego i męskiego gamingu?

Nie mam zamiaru ściemniać, na dzień dzisiejszy po prostu nie ma co porównywać! Ale tak jak wspominałam wcześniej – całym sercem wierzę, że ten zespół , który mamy teraz, który codziennie ćwiczy ciężej niż ktokolwiek inny, zapracuje na to, aby być ‚pro gamer’ a nie tylko ‚female gamer’. Już niedługo!

Powiedzmy sobie również szczerze – Counter-Strike to strasznie losowa gra, gdzie wiele zależy od szczęścia. I jestem przekonana, że ludzie, którzy grają od dawna i rozumieją tę grę, z pewnością się ze mną w tym punkcie zgodzą. Jedyna różnica pomiędzy, powiedzmy, Spawnem a dowolnym sławnym w sieci graczem (który nigdy nic nie osiągnął na żadnym LANie) to fakt, że Spawn ma znacznie większe doświadczenie. Umie grać pod presją, zwyciężyć w naprawdę wyrównanych pojedynkach, wykaraskać się z groźnych sytuacji, a to wszystko w obecności tysięcy fanów, którzy krzyczą tak głośno, że nawet nie słychać, co dzieje się w grze.

Nawet jeśli ten ktoś, kto świetnie gra przez sieć, miałby identyczną lub nawet lepszą celność niż doświadczony lanowiec… i tak by nic nie osiągnął. Po prostu nie ma tego „czegoś”? Nawet nie wiem, czy to, co w tej chwili mówię, ma dla Was sens, ale naprawdę sądzę, że istnieje jedna mała rzecz, która decyduje o zwycięstwie. Nieważne, czy ktoś wygrał trzy CPL-e, czy zwyciężył w jakiejś sieciowej lidze – każdy może pokonać każdego.. Stąd też w CS-ie tyle zawiedzionych nadziei!

Czy sądzisz, że żeński gaming osiągnie całkowicie inny status, gdy dorówna poziomem męskiemu?

To trudne pytanie, i takie, na które nikt nie ma pewnej odpowiedzi.

Ale jak najbardziej popieram uczestnictwo kobiecych teamów w męskich turniejach! Moja drużyna stara się brać udział w jak największej liczbie zawodów. Jednak czy wszystkie zawodniczki świata są już gotowe na równouprawnienie turniejowe? Pewnie już to słyszeliście, ale powiadają, że na każdy tysiąc graczy przypada jedna grająca kobieta. Powiedzmy, że ta jedna graczka poświęca się, wyrabia sobie pozycję na scenie – czy ludzie dadzą jej szansę udowodnić, na co naprawdę ją stać? Oczywiście! Nie może mieć jednak gwarancji, że zakładając lub dołączająć do drużyny złożonej z czterech innych osób, wszystkie będą gotowe do tych samych poświęceń. Trudno żeńskiej scenie posuwać się do przodu, rozwijać, bo jest nas zwyczajnie za mało. W Północnej Ameryce mamy specjalny IRCowy kanał dla wszystkich grających kobiet – przeważnie idluje nas tam 70-80. I, całkowicie serio, uważam, że to praktycznie wszystkie spośród graczek, które traktują gamingowe współzawodnictwo jako coś poważnego.

Jestem przekonana, że takich poważnych zawodniczek jest więcej w Europie czy w Azji. Ale na samym ESWC większość żeńskich drużyn była na pierwszy rzut oka zainteresowana głównie tym, jak wyglądają podczas grania, a pytanie, jak grają, było na drugim miejscu. Pewnie poświęciły na trening miesiąc lub co najwyżej dwa… Było jednak kilka drużyn, których postawę można docenić. Reagowały żywiołowo, krzyczały, śmiały się, tak samo jak męskie teamy!

Podsumowując – grających kobiet zawsze będzie mniej niż grających facetów. Z całego tłumu graczy nietrudno wygrzebać kilku utalentowanych zawodników gotowych do poświęceń. Na ograniczonej liczebnie żeńskiej scenie znacznie trudniej zebrać grupę pięciu dziewcząt, które z taką samą pasją są gotowe dążyć do wspólnego celu. Miejmy nadzieję, że moja drużyna okaże się być tą rządką perłą.

Wróćmy do ESWC. Spoglądając na wyniki, można odnieść wrażenie, że większość meczów była dla waszego zespołu bardzo łatwa. Jak to wyglądało w praktyce?

Zgadza się, większość naszych przeciwników nie była zbyt wymagająca. Nie chcę tu zranić niczyich uczuć ani być niemiła, ale taka jest prawda. Nie sądzę, zebyśmy komukolwiek oddały więcej niż 5-6 rund. Najskuteczniej stawiały nam czoła Szwedki z Unfinished, ale nawet one nie zbliżają się do naszego poziomu. Uważam, że chińskie graczki, indywidualnie, są niesamowicie uzdolnione. Nie były jednak wystarczająco dobrze przygotowane, zbyt wolno reagowały jako drużyna… Ich popisy mnie rozczarowały.

Jaka była różnica między graniem w boksach na parterze a popisami scenicznymi?

Bardziej podobało mi się granie na scenie niż na parterze! Na parterze był tłok, otaczało nas wielu innych graczy. Chociaż i tak było lepiej, niż w ubiegłym roku, kiedy to nie słyszałam nawet własnego głosu. Czasem trudno się skupić na grze.

Ale być na scenie… podczas finału i… Boże, to nie do opisania! Nie oddam tego słowami. To coś niesamowitego, przeżywałam każdą sekundę jako coś wielkiego!

Co czułaś po ostatnim fragu w finałowym meczu przeciwko EHONOR?

Jednocześnie mi ulżyło, ucieszyłam się i poczułam… zmęcznie. To był dłuuugi tydzień i jeszcze dłuższy dzień. Wtedy się cieszyłam, że to koniec stresu, ale teraz, kiedy siedzę w domu i odpowiadam na twoje pytania, czuję, że chcę tam wrócić. I przeżyć to jeszcze raz!!!!

Czy mogłabyś pokrótce opisać każdą spośród „złotej piątki” dziewcząt SK?

Zacznijmy od Steph, „mh”. Jest francuską kanadyjką. Jest jedną z najgłośniejszych, właściwie reaguje prawie tak żywiołowo jak ja. A w grze pokazuje pazurki w naprawdę kluczowych momentach, podczas trudnych rund. Następnie mamy Mel, naszą najnowszą zawodniczkę. Strzela naprawdę szalone fragi, a ja patrzę i niedowierzam, pytam się tylko „Czy celownik w ogóle był na głowie?” BOOM HEADSHOT! HAHAHA

Kolejna jest Alice Lew, chyba najbardziej znana… nasza gwiazda z MTV i liderka podczas gry. Jest maniaczką sprzętu, zawsze musi mieć najlepszy… Zazdroszczę jej charakteru, musi radzić sobie z czterema DZIEWCZYNAMI i pomimo tego pozostaje spokojna i skupiona. Mieć ją w drużynie to prawdziwe błogosławieństwo. Ms.Jane… moja koreańska kumpela. „Dude, she’s f*cking INSANE!” Prawdopodobnie najlepszy strzelec w naszej drużynie, i nie tylko w naszej. Niesamowita.

No i ja? Haha, jestem głośna… i bardzo pewna siebie 😀

Wiesz kim jestem? Bo jestem tu całkiem poważaną osóbką…

Podczas finału pomiędzy PGSPokerStrategy.cc a Team NoA siedziałaś blisko polskich fanów. Co możesz nam powiedzieć o panującej tam atmosferze?

Kibicowałam PGS, tak samo reszta mojej ekipy. Jedna z moich koleżanek ubóstwia Neo, a ja sama nauczyłam Luq’a paru sztuczek.

No, ale finał był niesamowity! PGS miało jeden mały kącik kibiców, a właściwie CAŁY tłum skandował „NOA NOA NOA”. Mecz zapewnił wiele wrażeń.

Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że mecz PGS vs. NoA był jedną z najlepszych gier CS w historii?

Był bardzo ciekawy, ale sądzę, że SK vs. 3D podczas zimowego CPL był jeszcze bardziej emocjonujący. A co do najlepszego meczu… Rival vs. SK, daaaawno temu w 2004. Nie pytaj mnie czemu, po prostu był świetny.

Na konferencji prasowej wypytywałyście naszych zawodników, którzy z nich są jeszcze kawalerami. Czyżby szykowały się nowe romanse na scenie CS?

HAHAH! O nic nie pytałam, nawet mnie tam nie było! Wydaje mi się, że to Jane się pytała. Ale to był taki nasz prywatny dowcip, bo podczas naszej konferencji prasowej pytano się nas o to samo.

Na jaki turniej wybierają się teraz SK Gaming Ladies?

Um, nie jestem pewna. Przy odrobinie szczęścia ujrzycie nas za kilka tygodni na dużym turnieju w Stanach, ale nie jestem jeszcze pewna… Nie dostałyśmy ostatecznej odpowiedzi. Macie zamiar przerzucić się na Source? Prawdopodobnie CS:S będzie główną platformą esportową kolejnego sezonu.

Nie jestem w stanie nic stwierdzić, to trudne pytanie. Chciałabym móc powiedzieć, że wszystkie moje dziewczyny mają zamiar grać przez całe życie, że nie chodzą do szkoły i nie muszą pracować, bo utrzymują się wyłącznie z grania… ale niestety wcale tak nie jest.

Zobaczymy, co szykuje dla nas przyszłość.

Dzięki za poświęcony czas!

Dzięki za wywiad, przy okazji chciałabym pozdrowić SK-Gaming i wszystkich naszych sponsorów, jesteście wspaniali.

Pozdrowienia dla kw! Dzięki za wspieranie naszej drużyny, kochamy cie ❤ No i pozdrówka dla całego PGS, a szczególnie dla Luq’a

Reklamy

0 Responses to “Potter: nauczyłam Luqa paru sztuczek”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: