20
Sty
10

Lancia: Chcę krwi, potu i łez!

Od dwóch lat można ją spotkać na większości imprez esportowych na całym świecie. Pracuje dla najpopularniejszego szwedzkiego serwisu piszącego o Counter Strike. Jest węgierką, jednak od lat mieszka w Szwecji. O esporcie, początkach jej pracy w portalu Fragbite oraz pierwszym kontakcie z grami komputerowymi rozmawiamy z Alexandrą Nagy.

Czym, jest dla Ciebie esport?

Myślę, że przede wszystkim to wszystkie typy gier na konosle oraz gier na PC, w których możesz rywalizować. Muszę jednak przyznać, że gry, o których myślę w pierwszej kolejności, kiedy ktoś wspomina o esporcie to CS i WC3. Prawdopodobnie dlatego, że grałam w obie gry i rozumiem to co aktualnie się dzieje kiedy oglądam mecz.

Poza tym esport jest jak każdy inny sport. Mamy mnóstwo trenujących ludzi, mamy swoje gwiazdy, fanów, rywalizację oraz media.

Kiedy zaczęłaś swoją przygodę z grami? I dlaczego wybrałaś akurat tę formę rozrywki?

Jeśli dobrze pamiętam, to było w 95 lub 96 roku. Byłam „chłopczycą” i kiedy dostaliśmy pierwszy komputer w szkole, było to naturalne. Dziewczyny rozmawiały o makijażu i ciuchach, a ja z facetami siedzieliśmy przy komputerze, surfując po stronach internetowych (wtedy to było naprawdę zabawne!) i graliśmy w jakieś gry na przerwach pomiędzy klasami. Głównie w Quakeworld i Doom II.

W tym samym czasie mieliśmy także pracownie informatyczną w szkole i nie byliśmy tam mile widziani przez naszą pasję do gier na lanie, wydzieranie się i skakanie, podczas gdy inni ludzie chcieli tam się uczyć.

I to zdecydowało o twoim zainteresowaniu grami?

Tak, byłam totalnie wkręcona! Kiedy dostałam swój computer w domu w 97 roku, oczywiście z modemem 65k, moi rodzice musieli go ukrwać od czasu do czasu bo rachunki telefoniczne były z kosmosu a ja nie dotrzymywałam danego słowa I spędzałam przed komputerem więcej niż 1-2 godzinny dziennie.

Gdybyś miała szansę cofnąc czas, zmieniłabyś coś? Zaczełabyś się interesować czymś innym?

Myślałam kiedyś o tym, tak samo jak o tym co robiłabym teraz, nie stawiając na gry jakiś czas temu. Pewnie miałabym nudne aż do śmierci życie. Mogę powiedzieć, że nie żałuję swojego wyboru.

Spotkałam tylu fantastycznych przyjaciół, mniej fantastycznych oczywiście też, przeżyłam wiele wspaniałych przygód, których nie miałabym okazji doświadczyć w innym wypadku. Było warto!

Czasem tylko myślę, że więcej uwagi mogłam poświęcić szkole.

Pochodzisz z Węgier, mieszkasz w Szwecji, ale na ogół cięzko jest cie zlokalizować ze względu na Twoje podróze po całym świecie. Nie jest to męczące?

Uwiebiam podróżować i odwiedzać nowe miejsca, to najlepsza rzecz w mojej pracy (dzięki Fragbite!).Pewnie, że męczące jest spędzanie godzin w samolocie albo czekanie na lotnisku, nawet 24 godziny podczas których nie ma zupełnie nic do roboty. Zawsze, kiedy wracam do domu wchodzę w stan hibernacji i śpię parę dni zanim jestem w stanie ponownie usiąść do komputera. Który zresztą jest obok mojego łóżka.

Wspomniałaś o Fragbite, jak zaczęła się Twoja przygoda z tym serwisem?

Zaczęłam pracować dla Fragbite jesienią 2006 roku. Wcześniej pracowałam dla innej szwedzkiej strony związanej z grami, Gamingeye. Cały czas obiecywano nam różne rzeczy, ale nigdy nic nie dostaliśmy, a czasem były sytuacje w których musieliśmy dopłacać do naszej pracy. Na przykład płacić za bilety na LANy gdzie pracowaliśmy dla Gamingeye. Poczułam, że czas zmienić otoczenie.

Jako gracz CS’a odwiedzałam często Fragbite śledząc ostatnie wiadomości ze sceny. Zauważyłam, że redaktorzy często odwiedzają różne podczas turniejów. Zawsze chciałam podróżować i pisać, więc pomyślałam, że to może być dobry pomysł.

Z reguły jest tak, że osoby starające się o prace w Fragbite muszą podesłać parę swoich tekstów. Ja wysłałam wyłącznie wskazówki jak odszukać to co napisałam dla Gamingeye. Myślę, że im się spodobało, inaczej nie zatrudniliby mnie w redakcji.

Co należy do Twoich obowiązków na Fragbite, za jesteś odpowiedzialna?

Nie mamy ściśle określonych obowiązków kiedy pracujemy online. Dostępne osoby piszą po prostu newsy. Jednak na turnieje, Fragbite wysyła zawsze przynajmniej jednego specjalistę od filmów oraz reportera. Na ogół kończy się jednak tak, że jedzie trochę więcej niż dwie osoby. Jedna robi filmy, ja uwielbiam robić zdjęcia, więc zawsze kończę z aparatem w ręce, trzecia osoba pisze newsy.

Jak dużo krajów i turniejów odwiedziłaś podczas swojej kariery w Fragbite?

Pomyślmy.. Byłam w Danii, Finlandii, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Anglii, Holandii I Stanach Zjednoczonych. W niektórych z tych krajów tylko raz, w niektórych parę razy. Dwa tygodnie, które spędziłam w Los Angeles były najlepsze!

Oczywiście byłam również w wielu miejscach w Szwecji. Lubie podróżować po Szwecji, mimo, że jest tu cholernie zimno.

Jest jakiś turniej na którym jeszcze nie byłaś, a chcesz?

Byłam już w zasadzie na trzech największych turniejach, jakimi dla mnie są CPL, WCG I ESWC. Byłam również na finałach CGS i było to naprawdę coś wyjątkowego, wspaniałe przeżycie. WEG – który zawsze odbywa się w jednym z azjatyckich krajów byłby fajny do odwiedzenia, tak samo jak tegoroczne finały KODE5 w Moskwie. Szczególnie, że chcieliśmy tam pojechać już rok temu, ale nie udało się przez problemy z wizami.

Jakie są różnice pomiędzy organizacją CGS a europejskich zawodów?

Jeśli chodzi o samo ‘show’ CGS zdecydowanie wygrywa. Wszystko jest zrobione pod telewizję, w taki sposób, aby nawet laicy mogli bez problemu oglądać transmisję.

Ma to jednak swoje minusy. Żeby esport był ciekawy dla normalnej telewizji, trzeba go trochę ‘doprawić’ innymi rzeczami. Nie możesz po prostu kręcić paru gości grających w grę i transmitować tego na żywo. Byłoby to nudne dla zwykłych ludzi. Żeby coś dodać, musisz jednak z czegoś zrezygnować. CGS jest niestety bardziej skupione na samych tytułach gier.

Jako gracz niechętnym okiem patrzyłam na graczy niejako zmuszanych do pokazywania swoich uczuć podczas gry, tak żeby było to atrakcyjne dla telewizji i publiczności. To jest sztuczne, ja chce zwykłych i prawdziwych emocji, krwi, potu i łez, które są obecne na europejskich turniejach.

Inna denerwująca sprawa w CGS jest to, że gaming zależny jest od telewizji, co powoduje olbrzymie opóźnienia w rozgrywkach. Myślę, że wszyscy gracze zdają sobie sprawę z tego jak denerwujące są opóźnienia wywołane przez sam sprzęt lub innych graczy. Tutaj dochodzi jeszcze telewizja.

Nie twierdzę, że CGS jest złe dla gamingu. Uważam za to, że jest to wspaniała okazja dla wszystkich zaangażowanych w gaming do pokazania reszcie świata dobre strony gier.

W ostatnich miesiącach rakaka stała się jedną z najcześciej cytowanych stron esportowych. Co sądzisz o waszej największej konkurencji?

Mimo, że sam pomysł na tego typu serwis jest znany od dawna, myślę, że rakaka wnosi cos wyjątkowego. Plotki są zawsze ciekawe dla czytelnika i ich redakcja odwala kawał dobrej roboty w szukaniu ich. Lubię tą stronę, mimo, że jest tam parę mniejszych rzeczy, które nie robią na mnie wrażenia lub nie jestem nimi zainteresowana. Myślę, że konkurencja jest dobra, sprawia ze pracujemy ciężej.

Jestem pewien, że znasz osobiście sporo graczy. Masz swoich ulubionych?

Niemożliwością jest nie poznać większości graczy kiedy pracujemy z nimi jako media. I oczywiście mam swoich ulubionych, tak ja każdy inny ma. Najlepiej znam chyba cArn’a z fnatic. Rozmawiamy ze sobą bardzo dużo, gramy razem mecze clanbase praktycznie każdej nocy, kiedy tylko on skończy grać ze swoim zespołem. Innym graczem jest Fin natu. Gdy cArn nie może z nami grać, to właśnie natu jest zawodowcem grającym z nami w clanbase. Archi z fnatic i threat z begrip/Eyeballers są również wspaniali. Nazywam ich ‘happypills’ gdyż zawsze kiedy się widzimy są strasznie mili i zabawni.

A co z dziennikarzami?

Oczywiście mam kilku znajomych wśród dziennikarzy. Jednym z moim najlepszych przyjaciół jest nix0n z HLTV.org i cieszymi się jak dzieci kiedy stwierdzimy, że jedziemy na ten sam turniej.

bESEL, obecnie główny menadżer Berlin Allianz, jest również kimś z kim lubie spędzać czas kiedy spotykamy się na jakimś turnieju. Tak samo jak z redaktorem readmore – Beeemit’em, którego poznałam bliżej w Los Angeles.

Wiem już sporo na temat Twojej pracy, powiedz jednak kim jest Alexandra w życiu prywatnym?

Poza moim życiem online, nie robie sporo wartych uwagi rzeczy. Uczę się na kursach. Jest to o tyle fajne, że nie muszę chodzić do szkoły, całą swoją pracę wysyłam przez maila. Kocham konie, po 14 latach pracy w szkole jeździeckiej moja wielka, brązowa, ważąca 600 kg miłość jest naprawdę moja. Inną moja miłością jest mój mały pies, ośmioletni Papilon. Niestety nie mieszkam z nim w tej chwili. Niedawno, po 23 latach udało mi się wyprowadzić od rodziców i zacząć żyć na własny rachunek, ale niestety mój pies został z rodzicami.

Wiążesz swoją przyszłość z grami?

Myślę, że tak. Gry zajmują coraz więcej miejsca w róznych mediach I nie widzę powodu, dla którego to miałoby się zmienić. Kocham swoją pracę, kocham to, że ilość graczy stale się zwiększa. I jeśli wszystko będzie wyglądało tak dalej, ciężko będzie mi ‘dorosnąć’ i zostawić to wszystko.

Reklamy

0 Responses to “Lancia: Chcę krwi, potu i łez!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: