20
Sty
10

Janusz Kubski: Cybersport już dawno jest sportem!

Zegarek na stronie cybersport.pl pokazuje, że do rozpoczęcia Ostatecznej Rozgrywki zostało nieco ponad 10 dni. Kto może wiedzieć więcej na temat finałów trzeciego sezonu HLC jeśli nie Janusz Kubski? Ale nie tylko o finałach cybersportowej ligi udało nam się z hayabusą porozmawiać. PSSE, PGA, Biernacki – o tym wszystkim poniżej!

Zapowiedziami i całą otoczką turnieju ekipa HLC ustawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Dacie radę?

Dlaczego mielibyśmy nie dać rady? Zresztą to my sami postawiliśmy sobie tę poprzeczkę, co również świadczy o naszych ambicjach, a z drugiej strony finał HLC to przecież nie jedyna nasza impreza, choć oczywiście najważniejsza, ale właśnie te mniejsze również pozwalają nam zebrać doświadczenie. To potem procentuje.

Bardzo wyraźnie akcentujecie fakt, że Ostateczna Rozgrywka to impreza nastawiona wyłącznie na granie. Pewna oprawa tego jest jednak potrzebna, show również jest ważne. Jak finały HLC będą wyglądać pod tym względem?

No cóż, gdybyśmy mieli nastawiać się na show, w zasadzie nie trzeba by było robić imprezy dla graczy, postawiłbym ze 4 kompy i zatrudnił Dodę, żeby się między nimi kręciła i nie musiałbym się martwić o frekwencję, a nawet zarobiłbym na biletach, potem zaś śmiało bym mógł napisać, że pojawiło się 50 tyś. fanów e-sportu, ale, tak na poważnie, to jest sposób widzenia i patrzenia na e-sport. Dopóki będziemy się ukrywać w ciemnościach (tekst w Newsweeku) nikt nie zobaczy jaką siłę i masę (liczebnie) stanowimy. Esport ma ten potencjał, który już od dawna jest w zupełnie inny sposób pokazywany na całym świecie, u nas wciąż jest, lub był, tylko dodatkiem do show. Czas się chyba zastanowić, co jest w całej imprezie ważniejsze, my, cybersportowcy, czy też wyżej wspomniana, jako przykład oczywiście, Doda?

Część z graczy pamięta na pewno problemy technicznie z ostatnich lat. Czy w tym roku unikniemy przykrych niespodzianek?

Problem techniczny z ubiegłego roku jest tym właśnie, co może rozwalić każdą imprezę. I nie dotyczy tylko nas, przykład meczu z Kazahstanem to potwierdza, choć my akurat byliśmy w trochę innej sytuacji, bo robiliśmy finał w zupełnie nowym miejscu. I co z tego, że zrobiliśmy wizję lokalną wcześniej, że matematycznie wszystko się zgadzało, że wcześniej w tej samej hali było wiele imprez, również komputerowych, kto mógł przewidzieć, że spali się instalacja w ścianie? Tu zadziałało prawo Murphy`ego: jak coś się ma zepsuć, to się zepsuje. Ale myślę, że ten problem rozwiązaliśmy wyjątkowo sprawnie, pewnie z tego mało kto zdaje sobie sprawę. Przez noc położyliśmy zupełnie inną instalację elektryczną, własną, omijając to, co zaoferowała nam Mera. I w zasadzie nie byłoby poślizgu, gdyby nie update Steama, a gracze nie zauważyliby, że cokolwiek się stało. Zresztą myślę, że teraz jesteśmy już uodpornieni na przeciwności losu, ale nie na update Steama, a on pojawia się na każdej ważnej, nie tylko naszej imprezie.

Udało Wam się zaprosić do współpracy dość dużo serwisów i społeczności graczy z różnych scen. Skąd pomysł na tak szerokie podejście do gamingu?

To bardzo proste. Różne społeczności i różne sceny najczęściej ze sobą rywalizują i to nie zawsze w zdrowy sposób, a my myśląc o esporcie jako całości musimy się jednoczyć i integrować różne grupy i dyscypliny, by pokazać właśnie naszą siłę, bo w jedności siła. Cel jest w sumie wspólny – wyjść z ukrycia, wyjść na pierwsze strony gazet. Tym bardziej, że, moim zdaniem, esport już dawno na to zasłużył i ciężką pracą samych graczy i działaczy.

HLC powoli staje się najpopularniejszą polską ligą. Jakie macie więc plany na przyszłość związane z uatrakcyjnieniem i rozwojem projektu?

Najprościej byłoby powiedzieć i zrobić – coraz więcej gier w naszej lidze, rozbudzając apetyty różnych scen, ale to, niestety, nie jest takie proste wyjście. Jak wszyscy musimy myśleć o zrównoważeniu i zbilansowaniu naszych wydatków i możliwości, a choć nie myślimy kategoriami sprzedanych biletów na imprezie, bo na szczęście nie musimy, to jednak również mamy ograniczenia. Jest jeszcze jeden problem, który z pewnością dotyczy wszystkich, nie tylko nas: ewolucja gier, zmiany platform, chwilowe mody. Są to dosyć poważne niewiadome. Trudno powiedzieć ile jeszcze lat przeżyje CS lub Starcraft i Warcraft, może oba upadną z chwilą wyjścia Starcrafta 2? Te 3 gry i kilka innych, jak Quake, tak po prawdzie stworzyły elektroniczny sport, narodziły się i rozwijały wraz z ekspansją internetu i przy tych grach często pozostają, jak już kiedyś powiedziałem, dinozaury, a dinozaury wymarły. Na ich miejsce przychodzą inni, ale też wychodzi coraz więcej gier, które przyciągają uwagę nowego pokolenia graczy, zaś gry, przy których trwają dinozaury, nie są tak powiedzmy atrakcyjne wizualnie, choć z drugiej strony, wciąż mają to coś. W skrócie, z grami nie jest tak prosto jak z dyscyplinami sportu, zbyt wiele i zbyt szybko tu się zmienia, stąd nasz problem to również problem całej rzeszy organizatorów, w co będziemy grać za rok czy za dwa? A znów nie da się dogodzić wszystkim. Dlaczego nie ma CoD, dlaczego nie ma ET QW, takich pytań jest sporo, ale równocześnie to temat i plan na przyszły rok. Nawet jeśli jakieś gry nie znajdą się w naszej lidze, najprawdopodobniej znajdą się w jakimś turnieju przez nas organizowanym, jak choćby C&C3 czy Medieval Total War, a takich turniejów, lanowych i online’owych mieliśmy całe mnóstwo, i oczywiście mieć będziemy.

Ostateczna Rozgrywka będzie pierwszym polskim turniejem, w którym wezmą udział niepełnosprawni. Jak dużym zainteresowaniem cieszy się ten turniej?

Ten temat jest pozornie bardzo nośny, ale i zarazem bardzo delikatny. Jak pewnie wiecie to był mój pomysł, ale równocześnie jest to temat, na którym łatwo skręcić sobie nogę. Niepełnosprawni chcą być zawsze traktowani, i powinni, jak normalni ludzie. Są na tym punkcie bardzo przeczuleni. Łatwo ich zrazić i obrazić nieświadomie, a znów sami zakładają, że przez nas są traktowani jak ktoś inny, a nawet gorszy, a tak nie zawsze jest. Uprzedzenie jest obustronne. Przez internet tego nie zauważymy, z kim gramy, na żywo jest inaczej. Naszym zadaniem jest więc stworzyć im takie warunki, by mogli wziąć udział w naszej imprezie bezproblemowo, a jak wszyscy wiemy, nie zawsze sam lokal na to pozwala, i potraktować ich najzupełniej normalnie, tak jak na to zasługują. Esport zaś jest tą dziedziną, w której różnice się zacierają, a niepełnosprawny gracz ma okazję zmierzyć się i wygrać z pełnosprawnym, a tej szansy żaden sport mu nie daje. Nie ma wspólnych Olimpiad. By nie popełnić jakiegoś błędu zwróciliśmy się po poradę do organizacji i stowarzyszeń wspierających osoby niepełnosprawne i one mają się zająć poinformowaniem swego środowiska o naszej imprezie. Jak jednak to nam się uda, sam nie wiem. Robimy coś takiego po raz pierwszy.

Co sądzisz o inicjatywie posła Bieranckiego?

Mam mieszane uczucia. Sam od iluś już lat patrzę na naszą politykę jak na kiepski kabaret i dosyć sceptycznie podchodzę do tego pomysłu. Sceptycznie dlatego, że rzeczywiście pojawił się on w dosyć znamiennym momencie. Jako gracze stanowimy całkiem spory elektorat, nieraz bardzo świadomy, a nieraz, łagodnie mówiąc, naiwny. Czas oczywiście pokaże na ile uczciwe są deklaracje pana posła, w każdym razie myślę, jak tu z czasem chwycić, wraz z PSSE, posła Biernackiego za słowo.

Jak oceniasz szanse na uznanie esportu za oficjalną dyscyplinę sportową?

Pół na pół, myślę, że dopiero to się uda po Olimpiadzie, jeśli rzeczywiście dojdzie do zaprezentowania sportu elektronicznego w Pekinie. Ogólnie nasze społeczeństwo nie jest do tego przygotowane. To jest tak, jak z głosami o debacie. W ankietach internetowych Tusk zwyciężył miażdżącą przewagą głosów, nawet 90-16 chyba, w realnym świecie ta różnica była dużo niższa. Czym zatem różnią się internauci od normalnych ludzi?

Rafał Błachowski w jednym z ubiegłorocznych wywiadów zadeklarował, że jest zdecydowanym przeciwnikiem uznania esportu za dyscyplinę sportową. A Ty?

Moim zdaniem cybersport już dawno jest sportem, czemu już zresztą dałem wyraz choćby w artykule w CGM. Świat się zmienia, siła fizyczna i sprawność nie mają już takiego znaczenia, jak dawniej, owszem wpływają na nasze zdrowie i życie, ale najważniejsza jest w tym wszystkim rywalizacja i próba zmierzenia się z przeciwnikiem i to jest właśnie sport – rywalizacja, bez względu na platformę czy dyscyplinę. Treningi, wyrzeczenia, ilość godzin poświęcanych na ćwiczenia, zawody, emocje, kibice, widownia. Wszystko jest takie same i w sporcie i esporcie, oprócz wysiłku fizycznego, ale znów, nie da się, bez zachowania równowagi, utrzymać sprawności intelektualnej. W zdrowym ciele zdrowy duch, czy, jak mawiał mój dyrektor w liceum, w zdrowym ciele zdrowe ciele. Jeśli nie będziemy dodatkowo dbać o swoją kondycję fizyczną i nasza sprawność umysłowa w pewnym momencie siądzie, albo skończymy jak kilku Chińczyków, co nie ma być żartem oczywiście.

Bardzo wiele osób zadawało ostatnio jedno pytanie – co tak naprawdę to nam da?

Da nam przede wszystkim to, czego nie mamy teraz, wyjście na świat, oraz zupełnie inne warunki. Związek sportowy, dotacje z urzędu ze strony państwa, miejsce, czy choćby pozycję, w budżecie na kolejny rok. Wsparcie finansowe i sprzętowe w imprezach i wyjazdach. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Po skończeniu kariery Olimpijczyk z medalem ma coś w rodzaju emerytury, esportowiec, nawet 10krotny mistrz świata, nie ma nic, oprócz tego, co sam zdobył i nic mu powiewanie naszą flagą nie przyniosło.

PSSE wydaje się być naturalnym środowiskiem do podjęcia starań i współpracy przy przygotowywaniu ewentualnych projektów ustaw. Jesteście w kontakcie z posłem Biernackim?

Jak już mówiłem, czas wyborów nie jest dobrym momentem, by dobijać się do posła. Może to zresztą wyglądać, albo zostać zinterpretowane, na dobijanie się do przysłowiowego koryta, celem wyciągnięcia własnych korzyści, dlatego teraz damy mu spokój, ale spróbujemy już po wyborach nawiązać kontakt.

Powiedziałeś ostatnio, że wokół PSSE było zbyt dużo zamieszania. Dlaczego?

Pierwszym, jak pamiętam, stowarzyszeniem sportów elektronicznych był LAAG, potem było PTBG, a w końcu PSSE. Nikt jakoś nie rozdzierał szat wcześniej, udając Rejtana, że tamte powstały by rozgrabić i dorobić się na polskim esporcie. Również PSSE nie ma takiego zamiaru. Powstało, by próbować coś zdziałać i nie jest organizacją nastawioną na zarabianie pieniędzy, ale tylko nam zarzucano, może ze względu na osoby powiązane z HLC (konkurencja?), że chcemy zbić na tym kapitał. Przypomnę tylko, że jeszcze w okresie zbierania członków założycieli namawiałem wielu ludzi, w tym ryana i rr na wstąpienie w jego szeregi, ale nie wstąpili. Nie mnie oceniać dlaczego. W każdym razie sprawa nabrała niepotrzebnego rozgłosu i nadano jej lub usiłowano na siłę doszukiwać się, motywów czy niecnych intencji. A przecież jest tu jeszcze inna kwestia. Obojętnie jakby nie patrzeć inną strukturę ma HLC i inną PSSE, również prawnie i nie zawsze może jedno podejmować te same działania, co drugie. Chcąc działać trzeba próbować działać na różnych płaszczyznach. Dla przypomnienia, jak pamiętam, by występować w imieniu jakiejś grupy ludzi potrzeba nam reprezentanta o uprawomocnionym prawnie statusie, by ubiegać się o coś, np. o wpisanie esportu na listę dyscyplin, potrzeba nam minimum trzech odrębnych stowarzyszeń, reprezentujących tę samą grupę ludzi, petycje nie wystarczą. Z kolejnej strony, od czasu powstania PSSE upłynęło już sporo wody w wielu polskich rzekach, a jakoś nie widać, by powstawały kolejne stowarzyszenia, a przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by powstały. Trzeba tylko chcieć, no i trzeba doprowadzić to prawnie do skutku.

Skąd tyle nieporozumień na linii HLC – PGA, Kubski – Błachowski?

Czułem, że o to zapytasz. Sprawa się ciągnie już sporo lat. Jest to nie tylko sprawa konfliktu charakterów, ale i metod działania. Nie będę już wracał do tego, bo to sprawa znana, jako przykład podam tylko jedną rzecz. Tu posłużę się cytatem z cs.pl:

http://www.counter-strike.pl/news-7974Wielu graczom nie pasował termin, bądź odstraszyła ich wysoka cena wpisowego, a szkoda, bo organizacja turnieju stała na bardzo wysokim poziomie (głównie dzięki Hayabusie, Blade’owi i vib’owi). Chcecie wiedzieć co czeka Was w tym roku? Zapraszam dalej.

http://www.counter-strike.pl/wywiady-51Ta pierwsza edycja, robiona przez innych ludzi, wręcz fatalna – bez pomysłu. Więc niech będzie tak, że raz ludzie pojadą np. do Katowic, potem do Poznania, gdzieś do Warszawy czy Gdańska, potem znowu do Poznania. Nie mamy ambicji natrzaskania pięciu imprez w roku – to nie byłoby dobre. Co do naszych projektów. Każda kolejna impreza, do tej pory, była lepsza od poprzedniej.

Drugie zdanie to wypowiedź Rafała Błachowskiego, również współorganizatora pierwszego PGA. Kogo on tu krytykuje, a o kim zapomina?

Mimo, że Rafał Błachowski twierdzi, że HLC i PGA nie są konkurencyjnymi wobec siebie imprezami, wielu ludzi twierdzi inaczej. Co ma HLC, czego nie ma PGA i co ma PGA, czego nie ma HLC?

Myślę, że różni nas sposób podejścia, to jedno, skupiamy się na jednej dziedzinie, esporcie, w pewien sposób zawężamy tym krąg odbiorców. Nie mamy karcianek, paintballa i wielu innych rzeczy, nie mamy też zaplecza lokalowego, które zapewniają targi i naprawdę setek ludzi, od sprzątaczek, po elektryków, czy choćby całe gotowe wyposażenie. Nie mamy też paru tygodni na przygotowanie imprezy, wejście na salę, poustawianie wszystkiego. Tylko tego pozazdrościć. Reszta jest zupełnie inna. Poprzez skalę przedsięwzięcia, po sam finał. Mamy stałych i wiernych partnerów, takich jak Logitech i Heyah i plotki nas nie skłócą. Nie mamy biletów, nie mamy wpisowego. Mamy tysiące ludzi, biorących udział w lidze i tysiące rozegranych meczy. Robimy też przede wszystkim rozgraniczenie na stopnie zaawansowania, a i na finale mamy graczy podzielonych według kategorii. Przez co nasza impreza jest otwarta i przeznaczona dla dużo większej liczby graczy – esportowców, a nie tylko zamknięta dla profesjonalistów. To nie jest kilkudziesięciu finalistów, tylko kilkuset.

Polski esport zasługuje na większą pulę nagród niż 30 tys. zł?

Żartobliwie odpowiem najpierw pytaniem na pytanie: Jeśli prawdą jest kwota 300 tys. Euro za PGS, to ile jest warta reszta polskiego esportu? Serio zaś, jak widać po naszej puli nagród, sponsorzy są zdania, że dużo więcej niż 30 tys. A do tego nikt nie twierdzi, że dając taką kasę robi nam i Wam łaskę!

Gdyby PGA wyszło z propozycją współpracy, dotycząca na przykład wspólnej ligi, jaka była by odpowiedź HLC?

Jak dotąd nie wyszło.

Podczas PGA zobaczymy gracza uznawanego za żywą legendę esportu. Sprowadzenie go do Polski było jednak sporym wydatkiem. Co sądzisz o tej decyzji PGA Team?

Moim zdaniem trochę szkoda tej kasy. Lepiej byłoby przeznaczyć ją na chociażby wspomniane przez Rafała Błachowskiego Kode5, o którym ponoć marzę, a do którego zacząłem przymierzać się w ubiegłym roku i chyba dobrze, że się wtedy za to nie zabrałem. Zbyt wiele było wtedy niewiadomych, a informacja, którą dostałem mogłaby nam dobrze namieszać. Finał miał być już we wrześniu i to w Chinach. Biletami do dziś pewnie podcierałbym sobie tyłek. Ogólnie to Doda.



Reklamy

0 Responses to “Janusz Kubski: Cybersport już dawno jest sportem!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: