27
Paźdź
08

IFNG – ja chcę więcej!

Warto było czekać. Tak najprościej, w kilku słowach można podsumować pierwszą polską edycję Intel Friday Night Game w Krakowie. Były emocje, były show, był esport na najwyższym poziomie. Kolejny świetny event zawitał do Polski.

Czym różni się od innych? Przecież i ekipa HLC i PGA  przyzwyczaiły nas już i do gier na scenie, i profesjonalnego komentarzu najczęściej prowadzonego przez ekipę HSTV, zawodnicy FX i Delty nie zagrali ze sobą pierwszy raz, a i AAO i PES można było oglądać już wcześniej. Co takiego wyjątkowego było w IFNG? Maksymalne nastawienie całego show pod kibiców, zarówno tych, którzy zdecydowali się odwiedzić Kino Kijów jak i tych śledzących rozgrywki za pomocą Internetu.

W pewnym sensie jest to absolutna nowość. To jest show, coś innego, coś czego do tej pory żadna ekipa zajmująca się eventami w Polsce kibicom nie zaproponowała.

Na początku można było mieć obawy, czy wszystko wypali tak jak planowali sobie organizatorzy. Nawet na twarzach klanu Wasiluków można było dostrzec momentami niepewność i odrobinę zdenerwowania. Przygotowania do pierwszej edycji opóźniały się, tym czasem w holu kina nerwowo przebierała nogami kolejka blisko 500 osób, która w pewnym momencie kończyła się nawet poza kinem. Z lekką nutką ironii stwierdzam, że naszym esportowym kibocom do choćby tych piłkarskich brakuje jeszcze sporo. Gdyby ci ostatni mieli czekać blisko godzinę na wpuszczenie na stadion / hale kinową, jestem pewien, że z setek gardeł niósłby się niechlubny hymn bram stadionowych „hej k…. wpuśćcie kibiców”.

Pokaźna grupa nastolatków czekała jednak spokojnie i chwała im za to. Siedząc w kawiarni na piętrze razem z gobo, kiedyś świetnym zawodnikiem CS’a, dziś emerytowanym graczem dalej śledzącym najważniejsze wydarzenia, ze smutkiem, ale chyba też odrobiną nadziei stwierdziliśmy, że kiedy my bawiliśmy się w gry trochę poważniej, wyglądało tu zupełnie inaczej. Przez kilka lat esport, kultura grania posunęły się niebywale do przodu.

Przykład tego mieliśmy gdy tylko weszliśmy na w pełni urządzoną salę jednego z najpopularniejszych kin w Krakowie. Scena, światła, mecz wyświetlany na ekranie, żywiołowo reagujący kibice. Coś takiego może przekonać do sportów elektronicznych również laików. W tym miejscu można żałować, że ESL nie zdecydowało się na bardziej agresywną kampanię reklamową. Mieszkając w Krakowie, w ubiegłym tygodniu zauważyłem tylko duży banner na Kinie Kijów. Maciek Wasyluk zdradził, że plakaty były również na miasteczku studenckim oraz w Antyradiu. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że całość można było wypromować lepiej.

Po krótkim wywiadzie z przedstawicielem Intela, Markiem Walczykiem, rozpoczęły się rozgrywki. Na pierwszy ogień poszli zawodnicy naszego zespołu, wirtualnie piłkarze Luki_K oraz Gawlisz. Pojedynek prowadzonych przez nich drużyn Manchesteru United i Chelsea Londyn zakończył się sprawiedliwym remisem 1-1. Spotkanie opatrzone komentarzem Solara i FreshMeat’a z HSTV mogło się podobać, co zresztą pokazywała publiczność oklaskując zagrania obu zawodników.

Po piłce nożnej kolej przyszła na pierwszego FPS’a wieczoru czyli Americas Army. Ta gra jest fajna. Grałem w nią nawet kiedyś. Szanuje to, że scena jest niebywale zorganizowana. Rozumiem powody dla których ESL postawiło właśnie na nią w pierwszym sezonie EPS. Ale błagam. Nie zmuszajcie mnie więcej do oglądania spotkań tej gry.  Nie da się. Serio.

Gdybym był totalnym gamingowym laikiem i przyszedł na IFNG skuszony zapowiedziami z mknącego po ulicach Krakowa samochodu z megafonem, i zaraz po meczu piłki nożnej, ktoś kazałby mi oglądać AA, już nigdy więcej nie pojechałbym na żaden event. Tej gry się nie da oglądać. Mimo, że FreshMeat robił wszystko aby swoim komentarzem przybliżyć to co potencjalny kibic ogląda na wielkim ekranie, część ludzi przysypiała, część nie widziała dalej co się dzieje. Z mojej perspektywy wyglądało to tak: stoi koleś, za nim stół, przed nim okno zabite dechami. Giba się na prawo i lewo, czasem podejdzie do tych desek, czasem sprawdzi drzwi za plecami. I nagle się przewraca. Myślę sobie, że pewnie  się potknął. Albo okulary mu spadły i poszukać musi. Z błędu wyprowadza mnie pełen ekstazy głos FreshMeat’a: „piękna akcja, co za zespołowa akcja drużyny Majestic”. No chyba, że tak…

Ostatni był CS. I chyba wszystkim szanującym się fanom sportów elektronicznych te trzy słowa powinny wystarczyć. Największa grupa wielbicieli tej gry, okrzyki FX! FX!. No jak na meczu piłkarskim. Zachowując odpowiednie proporcje, przypomniał się finał ESWC 2007 z udziałem NoA i PGS. Podobne wrażenia, choć na lokalną skalę.

Reasumując, chcę więcej. Nie mogę się wprost doczekać IFNG na PGA. Rafał Błachowski zapowiedział niewyobrażalną scenę. Większej frekwencji można być oczywiście pewnym. To może być najlepsze wydarzenie gamingowe ostatnich lat.

Reklamy

0 Responses to “IFNG – ja chcę więcej!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: