28
Gru
07

Oceniajcie nas, ale za rok!

Koniec PGS, czy początek nowego etapu działalności? Czy popełniono błędy, czy wszystkie decyzje były elementem strategii firmy? Targana wewnętrznymi konfliktami organizacja i kolos na glinianych nogach, czy sprawnie zarządzane przedsiębiorstwo? Jaka jest przyszłość najlepszej polskiej esportowej drużyny w ostatnich latach?

Mimo, że pytania z pozoru wydawać się mogą retoryczne, warto jednak poświęcić chwilę czasu i zastanowić się nad odpowiedziami. Tym bardziej, że na przestrzeni ostatnich paru miesięcy, przez polskie serwisy esportowe przewinęło się co najmniej kilku wybitnej klasy specjalistów, mających doskonałe informacje na temat wewnętrznej sytuacji w PGS. Zaskakujące było jednak to, że zdecydowana większość z nich swoją wiedzę czerpała … no właśnie, nie czerpała. Po prostu zakładała, że jest na pewno tak jak im się wydaje, że jest. Druga specyficzną grupą byli redaktorzy szeregu stron esportowych, którzy prześcigali się w informowaniu o sytuacji w PGS. Wszystkich, bez wyjątku, włączając w to cybersport.pl czy esport.pl – strony, które jeszcze do nie dawna słynęły z obiektywnego przekazywania informacji. Siłą rzeczy cała organizacja przekonała się, nie pierwszy raz zresztą, że pozycja lidera naraża ją na ciągły blask gamingowych obiektywów. I popełniła pierwsze błędy.

Różnego rodzaju wycieki, plotki, niedomówienia i niejasności trzeba było prostować od razu. Bez zdecydowanych działań zarządu powstawały tylko kolejne plotki, mity i kolejne niedomówienia. Pierwsza taka sytuacja zaistniała jeszcze w momencie, w którym wewnątrz organizacji nie było sporów. Szwedzki serwis rakaka.se, a za nim jego polski odpowiednik – netgaming.pl, podały informację, że MeetYourMakers złożyło ofertę wykupu graczy. Zanim na stronie PGSPokerStrategy.com pojawiło się oficjalne oświadczenie w tej sprawie, esportowy świat huczał od plotek. Początkowo zastanawiano się czy to prawda, bo przecież zanosiło się na precedens. Pierwszy przypadek w historii sportów elektronicznych, w którym jedna drużyna wykupuje cały zespół. Później doszły do tego licytacje kwoty jaką Duńczycy mieliby wyłożyć na polskich zawodników. Wymieniane kwoty szokowały. Trzysta lub nawet pięćset tysięcy Euro. Sumy astronomiczne, dla każdego. A gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę fakt, że transfer miał dotyczyć graczy komputerowych, ilość banknotów robi kolosalne wrażenie.

Kolejnym efektem twardej i nieustępliwej polityki PGS Gaming, na zewnątrz wyglądającej jednak na niezdecydowanie i chaos, było podzielenie polskiej sceny CS. Ilość osób, które chciały by Neo i spółka zostali w polskim zespole była wprost proporcjonalna do ilości tych, którzy marzyli o transferze do skandynawskiej potęgi.

Żeby być sprawiedliwym, trzeba jednak przyznać, że zarząd PGS Gaming miał do tego pełne prawo. Po pierwsze, to włodarze spółki decydują o tym, kiedy i jakie informacje mają być podane do informacji publicznej. Tak działa każda firma czy korporacja. Całkowita jawność działań nie powodowałaby nic innego, jak ich paraliż. MYM również nie podało do wiadomości publicznej tego, że konkretna propozycja została złożona.

Rzecz druga, choć równie ważna, również umknęła uwadze wszystkich światłych obserwatorów sceny. PGS Gaming jest organizacja, która dzięki swoim sukcesom jest często na ustach wszystkich. To automatycznie generuje plotki. Gdybyśmy chcieli dementować każdą z nich, strona przerodziłaby się w jeden wielki zbiór ogłoszeń. Zupełny nonsens.

Przedstawiona sytuacja powtórzyła się jeszcze, co najmniej dwa razy. Niestety już w mniej przyjemnych okolicznościach. Zamieszanie, które wywołał Radek Szczęsny, artykułem „Ryan pick up the phone” przerosło chyba nawet jego najśmielsze oczekiwania. Tym razem na PGS posypały się gromy, ruszyła lawina wzajemnych oskarżeń, nieporozumień. Sytuacja była tym bardziej kłopotliwa, że kilka tygodni wcześniej gracze wraz z zarządem ogłaszali, że będzie o wiele lepiej. Wiktor Wojtas mówił wtedy: Do czasu wygaśnięcia umowy dopełnimy wszelkich starań, aby godnie reprezentować naszą polską organizację. . Tymczasem znów powstały nieporozumienia. I ponownie zarząd odciął się od wszelkich komentarzy na ten temat, pozwalając fali spekulacji rozrosnąć się do niebotycznych rozmiarów. Cała sytuacja była o tyle dziwna, że i gracze i zarząd wiedzieli wcześniej o tym, że w stanach rozgrywany będzie jeszcze jeden turniej, zaraz po WCG. Tym czasem decyzja o tym, ze PGS weźmie udział w Extreme Masters Los Angeles zapadła dopiero w Seatlle.

Cała sytuacja odbiła się negatywnie na wszystkich. Najbardziej rozczarowani mogli jednak być przeciętni gracze, którzy informacje na temat swoich pupili czerpią głównie ze stron informacyjnych. – Brak specyficznej demencji plotek, brak informacji na temat drużyny Counter Strike’a spowodował falę tak zwanego flejmu w stronę zarządu i redaktorów. – mówi Adrian Witkowski, menadżer Frag Executors.

Po tym eskalacja konfliktu następowała z każdym dniem. Sam przyczyniłem się do niej dobitnie, publicznie podając do informacji sposób, w jaki gracze Counter Strike’a traktują redakcję a co za tym idzie fanów. Pisząc tamte słowa, nie miałem pojęcia, że wywołają kolejną burzę i przede wszystkim spowodują tak ostrą reakcję zawodników. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ten komentarz pewnie by się nie ukazał. Dyskusja, która wywiązała się wtedy miała jednak swoje plusy. Pokazała, jakimi naprawdę ludźmi są nasze gwiazdy, jakie mają cele w życiu i co jest dla nich priorytetem. Nigdy nie umniejszałem zasług czy też osiągnięć całego zespołu, nigdy nie kwestionowałem zasług całej piątki dla PGS. Ciężko jednak akceptować gwiazdorskie zachowania i lekceważący stosunek wobec pracy jaką wykonuje cała masa innych osób w PGS. Sama redakcja tym czasem, tak krytykowana przez graczy, znajduje uznanie w oczach innych: – Trzeba pochwalić redakcje, za ogromny rozwój, sposób planowania publikacji i ich innowacyjną, często bardzo odważną formę. – podkreśla Witkowski.


PGSPokerStartegy stało się niejako ofiarą swojej własnej, prowadzonej od trzech lat polityki. Kreowanie na gwiazdy zawodników odbiło się czkawka. I to sporą. Jest to jednak dobra lekcja na przyszłość – pod warunkiem, że odpowiednie osoby wyciągną z niej odpowiednie wnioski. Dobrze by jednak było gdyby podobne wnioski wyciągnęli wszyscy ci, którzy z takim zamiłowaniem krytykowali organizację przez kilka ostatnich tygodni. Krótkowzrocznie zapominając, a może nie chcąc pamiętać, że podobne sytuacje zdarzały się już w przeszłości. I co więcej, zdarzały się nie tylko polskim zespołom. Zostając na rodzimym podwórku i nie szukając daleko, wspomnieć wystarczy choćby spore problemy Frag Executors łącznie z zamknięciem zespołu czy konieczność zrezygnowania z dywizji WC3 przez Team Pentagram jakiś czas temu. Efekt? FX finalizuje rozmowy z nowym, mocnym inwestorem, świętuje dziesięciolecie swojego istnienia, a PGS Gaming jest w chwili obecnej jednym z najbardziej rozpoznawalnych organizacji gamingowych na świecie. Z dywizją Warcraft 3, która można śmiało umieścić wśród 20 najlepszych zespołów świata. A miało przecież być tak źle.

Problemy z utrzymaniem najlepszych graczy w swoich szeregach to nie tylko kłopot polskich zespołów, działających przecież w specyficznych warunkach. Niecały rok temu wielka fala krytyki przelała się po SK Gaming. Problemy ze składem CS, zwalnianie vildena i fiskera, po to, aby kilka tygodni później zatrudnić ich na nowo również były szeroko komentowane. Podobnie jak perypetie tego samego zespołu z utrzymaniem w swoich szeregach toxica, najlepszego gracza Quake4, kuszonego przez Free Players Organisation. Do tego można dołączyć zamieszanie z dywizją Warcrafta i Zaccardem oraz strata niemieckiej dywizji Counter Strike 1.6. Sporo, jak na okres parunastu tygodni okresu między sezonami, czyli transferowego. Jak SK skończyło ten rok? Z odbudowaną dywizją WC3 opierającą się na najbardziej utalentowanych koreańskich graczach, z mocną dywizją Counter Strike’a. I solidnymi podstawami do dalszego funkcjonowania.

Dlatego Ci, którzy już teraz wróżą PGS bolesną i powolną śmierć powinni się poważnie zastanowić. Strata dywizji Counter Strike może w przyszłości zaprocentować i otworzyć nowe możliwości rozwoju. Z oceną poczekajmy co najmniej rok. -Według mnie dla PGS strata tej drużyny to nie jest największa z tragedii. Ich i tak interesował marketing w kraju bardziej niż za granicą, więc myślę, że sobie jakoś poradzą. Oczywiście nie będzie tak różowo, jak było, ale to bardzo dobra lekcja na przyszłość. – podsumowuje Michał Blicharz, a Michał Dudek dodaje: Wydaje mi sie, ze scena robi z tego wszystkiego przysłowiowe widły z igły. Oczywiście, jest to ważne wydarzenie, ale z perspektywy fana e-sportu nic sie przecież nie zmienia.

Reklamy

0 Responses to “Oceniajcie nas, ale za rok!”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Maciek ‚guandi’ Śliwińśki

Kategorie

Reklamy

%d blogerów lubi to: